Pan Wicher w Warszawie

  • 31.08.2017, 11:53 (aktualizacja 31.08.2017, 17:38)
  • Piotr Dobroniak

Podziel się:

Oceń:

Jest to kryminał z wielką polityką w tle. Jest o tyle wiarygodny, że wiele z postaci występujących w tej książce jest autentycznych, z tytułowym bohaterem na czele. Autorzy zabierają nas na ulice XIX-wiecznej Warszawy. Jest koniec roku 1862. Zabór rosyjski. Rosyjscy policjanci. Brytyjscy detektywi. Polscy spiskowcy. Carska arystokracja.

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Detektyw o nazwisku Whicher żył rzeczywiście w XIX wieku w Wielkiej Brytanii. Naprawdę był śledczym w Scotland Yardzie. Naprawdę odwiedził Warszawę. Ta informacja, na którą przez przypadek natknęli się autorzy powieści, stała się bazą całej historii.


W sumie nie wiem, czy można nazwać ją kryminałem. Być może thrillerem politycznym ze zbrodnią w tle. A może tłem jest właśnie polityka, a zbrodnia i kryminał są kanwą fabuły?
Zresztą czy takie szufladkowanie jest ważne? Ważne, że fabuła wciąga i trzyma w napięciu. Nie polecam lektury tej książki współczesnym tzw. patriotom, bo mogą nie przeżyć. Otóż okazuje się (co też jest zgodne z prawdą historyczną), że zaborca, wykorzystując animozje pomiędzy stronnictwami polskimi, stara się rozbić polską konspirację.


Generalnie jeśli chodzi o aspekt dotyczący Polaków, to mało tu zmian. Wojna polsko-polska toczy się w najlepsze. 
Ciekawostką jest, jak poprowadzona jest fabuła. Autorzy wykorzystują dostępne wynalazki z epoki i tak np. Whicher telegrafuje do Anglii, a stamtąd telegrafują do USA, żeby przesłuchać ważnych świadków. Nie przeszkadza to, że faktycznie – pomimo iż udało się położyć pomiędzy kontynentami kabel telegraficzny – niemal od razu uległ on poważnej awarii. Autorzy włożyli do historii trochę wyobraźni i kabel na potrzeby brytyjskiego detektywa działał – w jaki sposób, nie będę zdradzał. Zdradzę za to, z kim telegraficznie kontaktował się Brytyjczyk. Odbiorcą był nie kto inny jak Morgan Earp, brat słynnego Wyatta Earpa – obaj panowie to jak najbardziej postaci historyczne. 
W książce znajdziemy wiele osób znanych nam z historii – Ignacy Kraszewski, Stefan Bobrowski czy Ignacy Chmieleński. Czasem autorzy wprowadzili więcej fikcji i np. jeden z głównych bohaterów, Mikołaj Czernyszewski, pomimo że jest w książce policjantem, w rzeczywistości był liderem ówczesnej rosyjskiej demokratycznej opozycji.


Jeśli chodzi o samego Jonathana Whichera, urodził się on w 1814 r. Wstąpił w szeregi londyńskiej Metropolitan Police, która istniała od niedawna. Był jednym z pierwszych ośmiu detektywów Scotland Yardu. Właściwie to współzakładał pierwszy wydział kryminalny na świecie. Wcześniej policjanci byli od wszystkiego i tzw. stójkowy jednego dnia wlepiał mandaty i pilnował porządku na ulicy, a drugiego zajmował się rozwikływaniem morderstwa. 


Whicher był gwiazdą. Szalenie inteligentny, rozwiązywał zagadkę za zagadką. Niestety, w 1860 r. nie udało mu się wyjaśnić do końca sprawy tzw. Constance Kent albo morderstwa w Road Hill House. To znaczy, udało mu się, jednak nie przedstawił niepodważalnych dowodów, aby skazać mordercę. Kłopotem w tym przypadku okazał się tradycjonalizm brytyjski, a Jonathana „Jacka” Whichera oskarżano o naruszenie miru domowego i inne „nieprzystające dżentelmenom” praktyki. Jego gwiazda gasła i nie pomogło nawet to, że 5 lat później wskazana przez detektywa morderczyni przyznała się do winy. Whicher właśnie mniej więcej w tym czasie był już w Warszawie. Po powrocie z Polski zmarł w 1881 r. Był ulubieńcem Charlesa Dickensa i nie można oprzeć się wrażeniu, że był pierwowzorem innego słynnego detektywa – Sherlocka Holmesa, wymyślonego przez Arthura Conana Doyle’a.


Właśnie mniej więcej w takim stylu rozwiązuje w książce zagadki Whicher. Chociaż na Sherlocka Królestwa Polskiego kreowany jest raczej lokalny policmajster. Albo znowu wszystko się miesza…
Polecam.

Piotr Dobroniak

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe