Feliks Tarnawski: Miałem w życiu szczęście robić to, co kocham najbardziej

  • 22.09.2017, 14:48 (aktualizacja 22.09.2017, 14:53)
  • Tomasz Furmanek
Podziel się:
Oceń:
Feliks Tarnawski reżyseruje „Parię” Stanisława Moniuszki, której historyczna premiera poza Polską odbędzie się w POSK-u w sobotę 7 października. Z wybitnym reżyserem, śpiewakiem, człowiekiem opery rozmawia Tomasz Furmanek.

Czy uważa pan, że nadszedł właśnie czas na docenienie „Parii” Stanisława Moniuszki, dzieła niewątpliwie pod wieloma względami wyprzedzającego swoją epokę? Multikulturowy Londyn wydaje się być dobrym miejscem na tak wspaniale przygotowane przypomnienie tego dzieła?

Propozycja wystawienia „Parii” jest konsekwencją zamierzenia kierownictwa POSK-u zaprezentowania publiczności, polonijnej i nie tylko, wszystkich oper Stanisława Moniuszki po kolei. Zaczęło się od wystawienia „Verbum Nobile”, jeszcze pod egidą Konfraterni Artystów Polskich w WB w POSK-u. Dzięki pasji i energicznym działaniom Pani Krystyny Bell i pani Joanny Młudzińskiej idea ta jest kontynuowana. Po czterech pozycjach, takich jak wspomniana „Verbum Nobile” oraz „Halka”, „Straszny Dwór” i „Hrabina”, czyli najbardziej znanych i popularnych, nadszedł czas na pokazanie „Parii”, opery najbardziej kompletnej, o najwyższym stopniu wartości muzycznej. Kompozytor pokusił się o pokazanie dzieła o zupełne innym wymiarze muzycznym i tematycznym (libretto), nawiązującym do wiodących trendów w muzyce europejskich kompozytorów tamtych czasów. Opera ta jest świadectwem talentu kompozytora nie tylko narodowego, ale też wymiaru światowego. Stąd propozycja kierownictwa i realizatorów zaprezentowania Moniuszki nie tylko tego znanego, ale i tego, o którym nie do końca wiemy, a powinniśmy wiedzieć,  jako Polacy, i nie tylko Polacy. Multikulturowy Londyn wydaje się być odpowiednim miejscem na pokazanie tej opery.

 

Wiele się mówi o wyjątkowości „Parii”, zarówno w ogólnym kontekście muzycznym jak i w dorobku mistrza Moniuszki. Proszę o komentarz z punktu widzenia wybitnego i doświadczonego śpiewaka, reżysera i człowieka opery w ogóle – na czym polega ta wyjątkowość.

Wyjątkowość „Parni” w dużym stopniu wynika z nawiązania do ówczesnych europejskich trendów w muzyce, do inspiracji Orientem, Azją i Dalekim Wschodem w ogóle. Pojawiają się nawiązania do muzyki Verdiego, Pucciniego, Leoncavalla czy Wagnera. Poprzez „Parię” Moniuszko pokazał, że nie obce jest mu to, co dzieje się w muzyce europejskiej. Jego opera jest właściwie dramatem muzycznym, śmiało możemy tutaj mówić, że był Moniuszko jego prekursorem. Stopnia trudności wokalno-muzycznych nie można porównywać do „Halki” czy „Hrabiny”, a raczej odnieść należy do Wagnera czy Leoncavalla….trzeba więc wznieść się na wyżyny doskonałej techniki wokalnej i muzycznej modulacji wykonawczej… No i libretto – opowieść rozgrywająca się w Indiach  XVI wieku,  w innej cywilizacji…

 

Jaki jest pański sposób na ujęcie i pokazanie „Parii” w Londynie?  Jak się Panu pracuje w POSK-u i z ludźmi POSK-u?

Pokazanie „Parii” w POSK-u nie jest  łatwe. Na  to się składają różne niedogodności: wielkość sceny,  zaplecza sceny, warunki techniczne, itp., ale Zarząd i pasjonaci, jakimi dysponuje POSK w osobach pani Krystyny Bell, pani Joanny Młudzińskiej i wielu innych „zapaleńców” – do których sam się zaliczam – wraz  z „arcypasjonatem” dyrygentem Stephenem Ellery, sprawiają, że profesjonalizm działań i zalety tych osób gwarantują realizację premiery. Doświadczyłem tego przy realizacjach z ostatnich lat.

Stephena Ellery’ego poznałem podczas wspólnej realizacji projektu dla agencji artystycznej  Pro Musica, z którą to agencją współpracuję od 27 lat , i to ona jest „winna” naszej znajomości. To dzięki niemu rozpoczęła się moja współpraca z POSK-iem, która trwa już kilka lat i cały czas rozwija się!

Bardzo się cieszę, że znowu spotkam przyjaciół  przy tej wspólnej realizacji, a ogromnie jestem ciekaw tych artystów, których dopiero poznam. Ufam, że wszyscy artyści spełnią oczekiwania publiczności.

 

Czy może pan wymienić kilka nazwisk, chociażby wykonawców głównych postaci dramatu?

Główną rolę, Idamora, zaśpiewa doskonały tenor Rafał Bartmiński, znany już w POSK-u z roli Jontka w „Halce”. Rafał Bartmiński od wielu lat stale współpracuje z Teatrem Wielkim – Operą Narodową. Akebarem będzie znany nam dobrze świetny bas, Marcin Gęśla; rolę jego córki Neali zaśpiewa wybijająca się na scenie brytyjskiej polsko-szkocka sopranistka Natasha Day – po raz pierwszy na scenie POSK-u. Ojcem Idamora będzie związany od kilku lat z POSK-iem  doskonały baryton Łukasz Biela, a Ratefem, powiernikiem Idamora będzie utalentowny młody tenor Wojciech Hinc. W rolach kapłanek wystąpią Maureen Tarler, Paulina Mościcka i Elżbieta Frankiewicz, a do chóru dochodzą członkowie zespołu „Volare”, młody baryton Przemysław Baranek oraz dzieci z Teatru „Syrena”.

Należy pamiętać, że zespół składa sie również z osób których publiczność nie widzi ale docenia efekty ich pracy w oprawie spektaklu. Młody scenograf o polskich korzeniach Mike Leopold rozpoczął pracę zaraz po studiach przy „Halce” w POSK-u,  teraz jego kariera zawodowa  rozwija się,  jednak powraca co roku aby pracować z nami przy kolejnejnych  operach. W zeszłym roku  dołączyła urocza i utalentowana Beata Barton-Chapple, która jest  odpowiedzialna  za kostiumy, niezwykle ważne w tej produkcji. Świetnie mi się pracuje również z zespołem technicznym pod sprawnym kierownictwem Marcina Miłoszewskiego.

 

Jako śpiewak-solista miał pan długoletnią karierę w Operze Wrocławskiej od 1957 roku, z przerwą aż do 1990 roku. Co skłoniło Pana do zajęcia się reżyserią? Kiedy dostrzegł Pan w sobie taką pasję?

Drobne sprostowanie czy można mówić, że karierę?  Myślę, że raczej była to życiowa pasja. Miałem to szczęście w życiu   robić to co kocha się najbardziej.  Po studiach wokalnych zostałem członkiem zespołu Teatru Wielkiego w Łodzi oraz Opery we Wrocławiu, w której zacząłem interesować się reżyserią, a w latach 1985 – 90 zostałem jej dyrektorem artystycznym. Od  1990 roku  nawiązałem ścisłą współpracę z agencją artystyczną „Pro Musica”, której jestem „wierny” do dziś.  Razem realizowaliśmy wiele dzieł operowych i  koncertów w najważniejszych miastach Europy. Pasja reżyserska prześladuje mnie od zawsze,  i jak spotykam podobnych pasjonatów jak Ellery czy panie Bell i Młudzińska, to „rodzą „ się  projekty premier, takich  jak w POSK-u, i nie tylko….

 

Z jakimi wyzwaniami musi zmierzyć się reżyser opery  w odróżnieniu od np. reżysera teatralnego?

Najistotniejszym warunkiem jest umiejętność odczytania partytury, w muzyce  zawarta jest  cała dramaturgia libretta, muzyka jest ilustratorem libretta. Jest na pierwszym planie! Reszta to elementy składowe. W dramacie natomiast muzyka spełnia rolę drugoplanową, pomocniczą; najważniejsza jest warstwa słowna, tekst, i tym podobne…

 

Czy mógłby pan swoimi słowani zachęcić i zaprosić naszych czytelników do obejrzenia i usłyszenia opery „Paria” w Teatrze POSK-u?

Zapraszam Szanowną Publiczność do obejrzenia i posłuchania muzyki Stanisława  Moniuszki „innego” Moniuszki! Nie takiego, jakiego znamy z „Halki”,  „Strasznego  Dworu” czy „Śpiewnika domowego”, ale Moniuszki – kompozytora europejskiej rangi! Będzie to  przedstawienie historyczne, po raz pierwszy prezentowane na Wyspach Brytyjskich i poza Polską w ogóle! Dodam jeszcze, że spektakle poprowadzi genialny dyrygent  Stephen Ellery! Będzie to wydarzenie artystyczne, którego nie można przeoczyć!

Tomasz Furmanek

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Andrzej
Andrzej 22.09.2017, 22:11
Najmniej znane i rownocześnie najbardziej dojrzełe muzycznie dzieło Moniuszki. Warto zobaczyć, warto poznać. Rozmowa mnie przekonała.

Pozostałe