Polska dusza w brytyjskich barwach

  • 21.11.2017, 19:34 (aktualizacja 23.11.2017, 14:35)
  • Piotr Gulbicki
Podziel się:
Oceń:
Ma na koncie bogatą kolekcję medali z najważniejszych światowych imprez. – Urodziłam się po to, żeby walczyć. Sport wyzwala niesamowitą adrenalinę – mówi zakotwiczona na wyspie Jersey kickbokserka Monika Markowska w rozmowie z Piotrem Gulbickim.

W chwili, kiedy ukaże się ten numer „Cooltury”, przystąpisz do rywalizacji w mistrzostwach świata w Budapeszcie.

Solidnie się do nich przygotowałam, tym bardziej, że postanowiłam, iż będzie to moja ostatnia impreza tej rangi, po której zawieszę rękawice na kołku. Chyba że uda się zorganizować walkę o zawodowe mistrzostwo światowa federacji WAKO, o czym marzę od dawna. Wcześniej trzykrotnie z różnych powodów ją przesuwano bądź odwoływano, ale może do czterech razy sztuka. To jedyny tytuł, którego brakuje w mojej sportowej kolekcji.

Ale ta i tak robi wrażenie.

W zawodach rangi mistrzostw świata i Europy zdobyłam łącznie 18 medali. W 2011 roku w Dublinie, jako pierwsza w historii kobieta reprezentująca Wielką Brytanię, zostałam championką globu w full contakcie, największej i najbardziej renomowanej organizacji WAKO. Rok później powtórzyłam ten sukces w Cardiff, tym razem w federacji IKF, a od siedmiu lat jestem niepokonana na Wyspach, wygrywając kolejne krajowe mistrzostwa.

Wspomnień jest wiele, jednak bodaj największą satysfakcję sprawił mi udział w tegorocznych World Games we Wrocławiu, będących odpowiednikiem igrzysk dla dyscyplin nieolimpijskich. Kickboxing debiutował na tej rozgrywanej co cztery lata imprezie, a ja musiałam się przekwalifikować z full contaktu na formułę K1. Przygotowania zajęły mi pół roku, narzuciłam sobie ogromny reżim treningowy i nie żałuję, chociaż zajęłam miejsce tuż za podium.

Walczysz w barwach brytyjskich.

Bo po przeprowadzce na Wyspy tylko w ten sposób mogłam rywalizować na najwyższym poziomie. Ale przygodę ze sportem zaczęłam w moim rodzinnym Gdańsku, od taekwondo. Byłam w kadrze narodowej, zdobyłam siedem tytułów mistrzyni Polski federacji ITF. Brałam udział w mistrzostwach Europy w formule WTF, uczestniczyłam w dziesiątkach turniejów krajowych i zagranicznych, a jednocześnie nie zaniedbywałam nauki – ukończyłam studia pedagogiczne na wydziale animacji społeczno-kulturalnej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, a później podyplomowo reklamę i promocję na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Miałam w ręku dwa dyplomy, jednak, kiedy ciężko było o pracę, wyjechałam na wyspę Jersey, gdzie mieszkał mój przyjaciel i zaproponował mi pomoc w znalezieniu wakacyjnego zajęcia. Planowałam na krótko, a minęło już 14 lat – tak mi się tu spodobało.

Co najbardziej?

Luźne podejście do życia. Niby są tu normalne troski, zwykła proza życia, ale mam wrażenie, że w mniejszym stopniu niż gdzie indziej. Ludzie się uśmiechają, są zrelaksowani, nikt się nie spieszy. Tylko ja biegam w pogoni za sukcesem (śmiech). Moi znajomi już się przyzwyczaili, a reszta mieszkańców uważa mnie za zwariowanego sportowca, ale zawsze mogę liczyć na ich wsparcie i doping.

Uwielbiam tutejsze plaże, codziennie rano robię jogging wzdłuż brzegu. To najlepsza pobudka i relaks – bez względu na to czy pada, czy grzmi, czy wschodzi słońce, widoki zapierają dech w piersiach zmiennością, kolorami i nastrojem morza.

Dobre warunki do treningu.

Wymarzone, to takie małe Hawaje. Po wyjeździe z Polski szybko się tu zaaklimatyzowałam – nadal uprawiałam taekwondo, zdobywałam medale w różnych imprezach, ale jednocześnie rozpoczęłam trenować boks tajski oraz kickboxing. W tym drugim zadomowiłam się na dobre – wygrałam w nim 50 walk, przegrałam 11, mam też 1 remis.

Jesteś czynną zawodniczką, a jednocześnie szkolisz swoich następców.

Mam własną szkółkę, gdzie prowadzę zajęcia z taekwondo i kickboxingu. Uzbierała się już grupka utalentowanych i głodnych sukcesów zawodników, którzy nie mogą się doczekać, kiedy skończę reprezentacyjną karierę i skupię tylko na nich.

Zajmuję się też kilkoma innymi rzeczami i przyznam, że sama nie wiem, jak to wszystko godzę. Ale czuję, że to mój żywioł. Jestem księgową w firmie finansowej, ukończyłam szkołę księgowości, potem kurs technika finansowego, a obecnie studiuję finanse. Cóż, sport i niekończąca się edukacja podtrzymują młodość, zupełnie nie czuję swoich 37 lat.

Ale czasami zostają ślady walki.

I dochodzi do zabawnych sytuacji. Ważę 50 kg, mam 166 cm wzrostu, więc wyglądam dość niepozornie, a po walkach czy treningach różnie bywa. Nie zapomnę pierwszego dnia w mojej obecnej pracy. Po ciężkich sparingach miałam solidnie podbite oko, więc pierwsze wrażenie, mimo usilnej próby zakamuflowania tego makijażem, wywołało różne reakcje moich nowych kolegów i koleżanek. Odzwierciedleniem tego było hasło, jakie dostałam do komputera –„wielka purpurowa panda”.

Jersey to twoja ziemia obiecana?

Świetnie się tu czuję, aczkolwiek myślę, że nie jest to mój ostatni dom w życiu. Świat stoi otworem, więc warto to wykorzystać. A gdzie konkretnie za kilka lat chciałabym zamieszkać? Może Włochy, może Hiszpania, może Francja. Zobaczymy, co los przyniesie…

Piotr Gulbicki

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe