UK: Bukiety Agresji #FELIETON

  • 25.04.2018, 12:14 (aktualizacja 10.05.2018, 12:41)
  • Cooltura24 Polski Portal Informacyjny w Londynie - www.Cooltura24.co.uk
Podziel się:
Oceń:
W ostatnich dwuch tygodniach rozpętała się dziwna i zatrważająca w skutkach burza na ulicach dzielnicy londyńskiej Hither Green.

W nocy 4 kwietnia odbył się dramat. Do domu 70-letnich emerytόw wtargnęło dwóch włamywaczy. Wiemy że jeden z nich był uzbrojony w duży śrubokręt. Obudzili i nastraszyli niepełnosprawną właścicielkę domu, a jej męża wyciągnęli z sypialni i przeprowadzili do kuchni. Tu właściciel domu, 78-letni pan Richard Osborn-Brooks, zaczął szamotać się z jednym z napastnikόw i udało mu się go zranić tym właśnie śrubokrętem. Skaleczonego 37-letniego złodzieja, Henryego Vincenta, wyprowadził z domu jego wspόlnik 28-letni Billy Jeeves i poprowadził do swojej ciężarόwki zaparkowanej na ulicy.

Lecz Vincent był tak osłabiony że opadł na ziemię. Speszony tym, Jeeves czuł się zmuszony zostawić swojego kolegę leżącego na ulicy i odjechać. Rana okazała się być zbyt ciężka. Vincent leżał nieprzytomny na ulicy, w kałuży swojej własnej krwi. Tam go znalazła policja i służba zdrowia i zawieziono go do szpitala. Ciężarόwkę Jeeves’a znaleziono pόźniej spaloną w sąsiedniej dzielnicy, a po Jeevesie znikł wszelki ślad.

Policję oczywiście wezwali domownicy. Gdy pan Osborne-Brooks opisał cały incydent policja, zamiast go pochwalić za odwagę, oskarżyła go wpierw o prόbę zabόjstwa napastnika, a potem prόbę zamordowania go. Po paru godzinach doszła wiadomość że Vincent umarł jednak w szpitalu ze swoich ran. Zmienono ponownie stan oskarżenia z prόby morderstwa na morderstwo.

Zakutego w kajdanki stroskanego emeryta policja zawiozła do komisariatu i zamknęła w celi. Brytyjskie media, a przy tym duża część społeczeństwa brytyjskiego, była wręcz oburzona. Gazety opisywały pana Osborne-Brooks jako bohatera ktόry bronił własnego mienia i sparaliżowanej żony przed napaścią.

Okazało się że Henry Vincent był zawodowym złodziejem, parokrotnie aresztowanym, ktόry przesiedział szereg lat za kratami za oszustwa. Poza włamywaniem się do domόw specjalizował się w oszukiwaniu naiwnych emerytόw, wykonując niepotrzebne prace domowe za bajońskie sumy. Dla przykładu jednemu emerytowi zmienił jeden kafel na dachu za przeszło 10 tys. funtów. Szajka rodzinna skazana razem z nim 15 lat temu, nabrała emerytόw na przeszło 440 tys. funtów. Pod naciskiem mediόw i widocznym sygnałem z Home Office oskarżenie cofnięto a gospodarza domu odesłano z powrotem do chorej żony.

Niestety, pod wpływem opublikowanych gróźb na jego życie, biedny właściciel domu zmuszony został do opuszczenia własnego mieszkania wraz z małżonką. Policja obawiała się, że ktoś z zamożnej rodziny zmarłego będzie chciał wziąć odwet za śmierć swojego kuzyna. Na razie mieszka pod chronionym adresem pod opieką policji. Niestety czuł się zmuszony wystawić swόj dom na sprzedaż.

Okazało się że ucieczka starszego bohatera ktόry obronił własny dom nie wystarczyła. Od pierwszego dnia zaczęły ukazywać się bukiety kwiatόw i wspominkόw w kształcie misiόw i balonikόw przyczepionych do prywatnych płotόw na przeciwko domu pana Osborne-Brooks. Dolepiono na płotach listy od rodziny, a nawet list do “ukochanego Tatusia” rzekomo pochodzący od nieletnich dzieci zmarłego.

Zarόwno sąsiedzi, jak i media, byli oburzeni. Jeden starszy brodaty, lecz energiczny, sąsiad zaczął zrywać i deptać kwiaty. Zapytany przez dziennikarzy dlaczego niszczy tę “tymczasową kapliczkę” orzekł że te symbole “ubliżają” mieszkańcom ulicy South Park Crescent, że są “aktem agresji” wobec nich, i że Vincent nie jest człowiekiem, a tylko “zerem”. Zwrόcił uwagę też na to, że Vincent i jego rodzina rzekomo opływają w luksusach w czasie gdy jego własny ojciec, ktόry “był ranny pod Monte Cassino” żył z nędznej groszowej tylko emerytury.

Następnego dnia kwiaty wrόciły. Kobiety ktόre je składały prosiły o “tolerancję dla rodziny” aby mogli godnie uczcić pamięć zmarłego. Zrywanie kwiatόw nazywały “aktem barbarzyństwa". Nie wyrażały żadnej skruchy. Tego samego popołudnia inny lokalny mieszkaniec przybył i niemal w milczeniu, ale na oczach kamer, zerwał ponownie bukiety kwiatόw.

Anarchia na ulicach Londynu! To była rzecz niesłychana. Prasa krajowa, a szczegόlnie brukowce, była oszołomiona kompletnym brakiem jakiegokolwiek porządku mimo nadejścia od czasu do czasu patrolόw policyjnych. W większości prasa, nawet ta liberalna, uważała że mieszkańcy ulicy mają prawo mieszkać bez potrzeby oglądania tych kwiatόw na cześć osoby krόra ich dotychczas prześladowała.

Ale każdy liczył się z tym że w końcu policja i lokalne władze (czyli Lewisham Council) wkroczą do akcji i kwiaty usuną. Przecież to jest Wielka Brytania, gdzie zawsze panuje ład i bezpieczeństwo. Sondaż publiczny wykazał że 82% osόb pytanych uważało, że kwiaty powinny być usunięte, a na Facebooku przeszło paręset osόb natychmiast wyraziło poparcie na nowej stronie ktόrą założono w obronie mieszkańcόw.

I przyszła interwencja. Lokalny komisarz policji, Sir Craig Mackey, podkreślił w wywiadzie dla lokalnego radia LBC, że jest to przede wszystkim tragedia dla rodziny zmarłego i lokalni mieszkańcy powinni uznać prawo rodziny do publicznej żałoby. W końcu “kładzenie kwiatόw nie jest zbrodnią” a ci co kwiaty zrywają mogą być zaaresztowani. Kontrowersyjny polemista w Daily Mail, Richard Littlejohn, napisał artykuł na całą stronę atakujący policję za ich polityczną poprawność z dopiskiem “a teraz będą stawiać pomniczki z kwiatόw dla zamachowcόw-samobόjcόw”.

Przede wszystkim, poza niefortunną interwencją policji, daje się odczuć zupełne milczenie ze strony oficjalnych rzecznikόw lokalnych. Gdzie są lokalni radni? Gdzie jest lokalny poseł? (Czyli Heidi Alexander, MP for Lewisham East). Gdzie są lokalni duchowni? Kto występuje na miejscu w imieniu obrony prawa i załagodzenia konfliktu?

Kto stara się doprowadzić do jakiegoś porozumienia między potrzebami mieszkańcόw, a życzeniami rodziny zmarłego? Wydaje się że anarchia rządzi dalej. Przez cztery dni kwiaty wracają; a przez cztery noce, mimo gróźb policji, kwiaty znikają

Dlaczego policja wydaje się być tak przychylna rodzinie zmarłego? Dlaczego inni nie spieszą się z interwencją, mimo że w innych okolicznościach, byliby pierwszymi do chwycenia za mikrofon i do spotkania publicznego z mieszkańcami. Otόż, rodzina pana Vincenta jest dość znana policji, a szczegόlnie w sąsiednim hrabstwie Kent, jako “crime family”, czyli jako rodzina przestępcza.

Okazuje się że jego liczna rodzina mieszka w eleganckich okolicach podlondyńskich jak Orpington i St Mary’s Cray. Ponadto członkowie rodziny identyfikują się jako Romowie co nadaje ich statusowi element charyzmatycznej legendy gdzie ich codzienne poczynania osnute są w świecie fantazji i zbiorowej legendy. Posiadają swoje rodowe rytuały i wewnętrzne lojalności niekoniecznie zgadzające się z wymogami codziennego prawa. Ze względu na to że są traktowani jako mniejszość narodowa.

Powołują się na bogatą historię tradycyjnego ucisku ich narodu i nietolerancji wobec ich stylu życia. Posiadają znamię “obcości”, ktόrych tradycje powinno się szanować. Policja londyńska jest nieco opętana takimi względami i przy innych grupach mniejszościowych, ale w wypadku Romόw ich obcość jest często uwypuklona przez nich samych na swoją własną korzyść. Policja zapowiedziała też że będzie chroniła orszak pogrzebowy, kosztujący przeszło 100 tys. funtów gdy będzie przechodził przez ulicę na ktόrej umarł Vincent. Poszczegόlni mieszkańcy grozili że orszaku nie dopuszczą do swojej ulicy.

Dopiero po 10 dniach kontrowersji, w ostatni poniedziałek, w porozumienu z policją zainterweniowała lokalna rada miejska i kwiaty usunięto już oficjalnie i przeniesiono gdzie indziej. To powinno było być wykonane natychmiast, w dzień po pierwszym ukazaniu sie bukietόw. Wiadomo że Romowie są przeważnie katolikami. Mόgł więc w porozumieniu z radą miejską, zainterweniować ktόryś ksiądz katlicki i zaproponować należyte miejsce dla składania kwiatόw przy jednym z kościołόw czy przy kaplicy na pobliskim cmentarzu Hither Green. Oczywiście zmarły zawsze ma prawo aby go rodzina żegnała czule i w tym wypadku z tradycyjnym cygańskim rozmachem, ale nie w takim miejscu, czy w taki sposόb, ktόry byłby wyzywający dla mieszkańcόw uchodzących jako ofiary czy potencjalne ofiary jego przestępstw.

Od razu zaznaczam, że doceniam i szanuję potrzebę politycznej poprawności w zdrowym rozsądnym społeczeństwie. Polacy nie zawsze ją doceniają mimo że chroni ona też polskie społeczeństwo, a szczegόlnie polskie dzieci. Lecz musi to być poprawność prowadzona z umiarem i z poszanowaniem dla wszystkich środowisk w społeczeństwie. Nie można zezwalać na sytuację gdzie ludzie szanujący prawo czują się bezsilni i bez odpowiedniego przedstawiciela, ktόry przemόwi w ich obronie.

Inaczej przyjdą inni bardziej podejrzani “obrońcy” ktόrzy tak samo będą igrać z prawdą i z prawem, jak ci ktόrzy celebrowali bezprawną przestępczość zmarłego i jego rodziny.


Wiktor Moszczyński - Felieton ukazał się również w londyńskim Tygodniu Polskim


Cooltura24 Polski Portal Informacyjny w Londynie - www.Cooltura24.co.uk

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe