Charytatywnie z Londynu na Syberię

  • 06.05.2018, 12:30 (aktualizacja 07.05.2018, 09:37)
  • Łukasz Rybicki, red. Dariusz A. Zeller

Podziel się:

Oceń:

Przyjechałem na Wyspy z tego powodu, iż zmarł mój tata, a mama była na rencie, ponieważ była chora. Znałem trochę język angielski, więc postanowiłem wyjechać, aby pomóc mamie godnie żyć.

Moje początki były jak pewnie u każdego rodaka – trudne. Brak rodziny, z dala od kraju, obcy ludzie i kultura… A moje początki to zmywak. Jednak zawsze lubiłem jeździć, w wojsku zrobiłem prawo jazdy na ciężarówki kategorii C, a gdy wyszedłem do cywila okazało się, że jest zapotrzebowanie na kierowców autobusów w komunikacji w Gdyni i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z autobusami, a raczej trolejbusami. Na początek zrobiłem kurs starym, zdezelowanym Autosanem. Na tamte czasy bardzo drogi kurs. Z umownych 30 godzin jazdy miałem zaliczonych 6, ponieważ instruktor stwierdził, że nadaję się już na egzamin. A prawda jest taka, że chodziło po prostu o oszczędności. Taki autobus sporo pali… Po roku pracy w komunikacji wyjechałem do Londynu z myślą podbicia transportu londyńskiego, lecz prawda była bolesna i - jak wspomniałem wcześniej – zostałem kierownikiem zmywaka! I żeby było śmieszniej to kwalifikacje na kierowcę w Anglii odbyły się w Polsce, w Krakowie. Było to sprawdzenie języka angielskiego oraz jazdy w mieście autobusem, a po dwóch tygodniach od egzaminów w Krakowie zostałem przyjęty do pracy na stanowisku kierowcy autobusu miejskiego! Gdzie? W Birmingham! Po niecałych trzech miesiącach pozmieniały się diametralnie przepisy odnośnie zatrudniania kierowców z Unii Europejskiej na pozytywne i tak od 2007 roku jestem kierowcą autobusu piętrowego w Londynie na linii numer 7.

W trakcie mojej przygody kierowcy miałem przyjemność pracować z wieloma Polakami, ale 60% tych osób wróciło do Polski lub zmieniło kraj na lepszy.

Moim wielkim marzeniem od małego było przejechanie rowerem dookoła świata, ale to były mrzonki młodego chłopaka, więc marzenia zostały z tyłu, a rzeczywistość okazała się inna. Jako, że mam wiele marzeń to jednym z nich jest… Syberia. Doczytując się więcej informacji znalazłem polską wieś Wierszyna i właśnie ten cel chciałem zrealizować. Tak właśnie zaczął się realizować cel pomocy innym. Stwierdziłem, że jeśli mam dużo miejsca w aucie to wypada zabrać coś naszym rodakom. Na początku były to słodycze i polskie jedzenie. Z czasem przerodziło się to w wielką akcję pomocy ludziom w innych krajach, których odwiedziłem podczas moich podróży. Wielokrotnie na drodze była także Polska - ubrania dla domu samotnej matki w Gdańsku, rowerem z Londynu do Mediolanu, dla ratowania życia chłopca i rozmaite zbiórki pieniążków, Maroko z zabawkami, artykułami szkolnymi i ubraniami dla dwóch szkół oraz ludności marokańskiej, dom dziecka na Białorusi również zabawki, okulary dla Syberii, laptopy dla Wierszyny.

Dlaczego właśnie Syberia? Bo jest jedyną, wyjątkową w swoim rodzaju przyrodą, mieszkańcami, otaczającym ją pięknem i tą surową zimą. Jest tam po prostu pięknie! Aktualnie wybieram się na Syberię – po raz piąty! W 2017 roku w marcu wybrałem się wraz z kolegą, aby przejść po zamarzniętym największym jeziorze świata – Bajkale. Teraz zamierzam przepłynąć solo packraftem rzekę Jenisej z miejscowości Kyzyl do morza Karskiego, o długości 3500 km. A w przyszłym roku to, jak się uda, biegun północny!

Moje wyprawy są sponsorowane przez moja osobę, gdyż nie będąc VIP-em ciężko wyżebrać jakąkolwiek pomoc finansową, Kontaktowałem się z setkami firm i nie było żadnego odzewu. Jedyną instytucją, która wyraziła pomoc to było miasto Gdynia, z którego pochodzę. Otrzymałem Honorowy Patronat nad wyprawa objęty przez prezydenta miasta Gdynia, natomiast Panie z urzędu przekazały 50 koszulek dla dzieci z Wierszyny oraz 40 książek plus inne gadżety.

Moje zbiórki charytatywne przeprowadzam wśród znajomych, rodziny oraz kolegów z pracy. Obecna akcja zbiórki pieniążków na remont szkoły prowadzona jest przez moją osobę w garażach autobusowych Metroline, firmy w której pracuję. Odwiedziłem już 11 garaży zostało mi jeszcze 4 do odwiedzenia i kwota jaką zebrałem to około £1500. Staram się zdobyć fundusze przez firmy, również jakieś dary, ale bez sukcesów. Wysyłam informacje przez Facebook, instagram, Twitter, Youtube,z rzutka.pl i… też bez sukcesów.

Można mi jednak pomoc poprzez kontakt ze mną, pisząc na e-mail [email protected], dzwoniąc na naumer 07449981695, a także na stronie facebook.com/lukasz.rybicki.1.

W tym momencie pomóc można tylko i wyłącznie finansowo: numer konta LUKASZ RYBICKI, LLOYDS BANK , 11557968 ,30-94-92, z dopiskiem „WIERSZYNA”. Wszystkie zebrane pieniążki będą przekazane osobiście na remont szkoły w Wierszynie. Istnieje także możliwość reklamowania sponsora za ofiarowaną pomoc!

Sama miejscowość jest magiczna. Tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Jeśli ktoś był kiedyś w skansenie, to tak właśnie tam wygląda życie. Te domy z drewna, ten zapach, to uczucie jakbym przeniósł się w czasie do 1910 roku, kiedy to właśnie Wierszyna oddalona od Irkucka jakieś 100 km, została założona przez Polaków, którzy wyjechali dobrowolnie z Zagłębia Dąbrowskiego. Nie byli to jednak zesłańcy. W okresie od 1906 do 1911 roku, za namową Cara Mikołaja II i ministra (tamtejszy premier) Piotra Stolypina zaczęto zasiedlać tereny Syberii i Uralu. Łącznie wyjechało z Ukrainy, Białorusi i Polski około 3,5 miliona ludzi, w tym ponad 50 tysięcy Polaków. Do samej Wierszyny wyjechały 73 rodziny. Jechali tam z terenów Polski około 3 tygodnie, na miejscu otrzymywali 30 rubli na gospodarstwo,16 ha ziemi. Byli zwolnieni z podatków oraz mieli ułatwione procedury w bankach. Rok 1938 to wymordowanie 30 mieszkańców Wierszyny przez NKWD w obronie kościoła. Późniejszy okres to represje stalinowskie, późniejsze komunistyczne. Lecz do dziś potomkowie Polaków mówią nadal w języku polskim, w szkole prowadzone są zajęcia z języka polskiego, jest też zespół folklorystyczny „Jarzębinki” oraz funkcjonuje Polski Kościół, który do roku 1990 był zniszczony i zamknięty. Jest tam również Dom Polski. Obecnie mieszka tam ponad 500 osób, pracują na roli, w tartakach oraz innych dziedzinach. Do dziś nie ma bieżącej wody, zimą dojeżdżają beczkowozy, a latem jest woda ze studni. Dodam, że tamtejsze zimy to nawet -55 stopni °C.

Poza pomocą charytatywną interesują mnie podróże, ciekawi ludzie, kolarstwo, sport. Gdyby nie podróże i prowadzona pomoc charytatywna to bym popadł w monotonię nudy, bezinteresowności. Całe te planowania podróży trzymają mnie na duchu, bez nich popadłbym tutaj w depresję, ale zostaje mi jeszcze moja kochana rodzina i Gdynia, do której uwielbiam jeździć.

Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się wrócić do Polski. Dodam jeszcze tylko, że podczas mojej pierwszej wyprawy poznałem moją obecną żonę! Zepsuł się samochód i trzeba było to naprawić, więc zajechaliśmy z przyjaciółmi do warsztatu w Irkucku i to tam właśnie w drzwiach ukazał się Anioł! Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ten Anioł będzie moją żoną, ale jesteśmy tak już razem 6 lat!

Zapraszam do obejrzenia filmu z ostatniej wyprawy: https://youtu.be/mkhkpOIg8d0.

 

 

Nr. konta:

LUKASZ RYBICKI, LLOYDS BANK, 11557968 ,30-94-92, z dopiskiem „WIERSZYNA”.

Łukasz Rybicki, red. Dariusz A. Zeller

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe