Robert Biedroń: Trzeba zabrać politykom zabawki

  • 27.12.2018, 11:51 (aktualizacja 07.01.2019 16:44)
  • robert biedron w londynie, wielka brytania biedron, biedron spotkal sie z polakami w londynie
Podziel się:
Oceń:
Były prezydent Słupska, były poseł, teraz chce zostać przyszłym premierem. Jeździ po Polsce, gdzie podczas „Burzy Mózgów” zbiera postulaty, które zasilą program jego nieistniejącej jeszcze partii. Spotkał się też z Polakami w Londynie. Rozmawiamy z nim o polskiej szkole, polskiej emigracji i polskim węglu.

 

Skąd pomysł rozszerzenia „Burzy Mózgów” o Londyn?
Interesuje mnie perspektywa Polaków i Polek żyjących poza granicami kraju. Diaspora polska ma prawo do swojego głosu i powinna być wysłuchiwana przez polityków. Myślę, że ten głos może być trochę inny od tego, który słyszę w Polsce. Ciekawy jestem jak oni sobie wyobrażają program ruchu, na który ewentualnie chcieliby zagłosować. 
W Polsce panuje taki stereotyp Polonii: nie angażująca się, konserwatywna, głosująca na prawicę, katolicka, skupiona głównie wokół religijnych instytucji. Uważam, że to jest obraz czarno-biały i wierzę, że tam są jeszcze jakieś odcienie. I ja bym chciał poznać te odcienie. 

Będzie pan namawiał Polaków, żeby wrócili do Polski?
Na pewno nie do takiej Polski, jaką mamy dzisiaj. Nie zrobię tego moim rodakom. 

A później? Będzie taki przekaz w wyborach - stworzę wam Polskę do której będziecie chcieli wrócić?
Nie będę ich namawiał. Ale chciałbym się zastanowić co zrobić, żeby ci, którzy chcą wrócić, mogli wrócić. Jak doprowadzić do tego, żeby Polska stała się znów atrakcyjna dla tych ludzi, którzy postanowili wyjechać, nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale także kulturowych i społecznych? Często ci ludzie mają szansę na dobrą pracę, ale nie chcą wracać do takiego społeczeństwa, do takiej polityki, do tego wszystkiego, co dla nich może być balastem. 
Oczywiście wolałbym, żeby ci ludzie byli w kraju, ale rozumiem dlaczego nie wracają. Wolałbym zaprosić ich do Polski, która będzie lepiej urządzona, w której będę mógł im zaoferować sprawne państwo, wygodne, szczęśliwe, gdzie nikt nie pozostaje z tyłu, gdzie jak ktoś używa obraźliwych słów to ponosi tego konsekwencje. 
Ja wiem, że premier Morawiecki zaprasza Polaków, żeby wrócili, ale po co oni mają wracać? Żeby się truć smogiem? Żeby ich obrażano, że są gorszym sortem? Żeby ich dzielono na lepszych i gorszych? Tu nie chodzi tylko o ekonomię, tu chodzi o godność. I  o szczęśliwe życie.

Aby stworzyć to szczęśliwe życie wybiera pan z różnych krajów polityki, które chciałby pan przetransportować do Polski. Jest coś do wzięcia z Wielkiej Brytanii?
Jasne. Na przykład to, jak się zakłada firmę, jak funkcjonuje prowadzenie biznesu w Wielkiej Brytanii. Przedsiębiorca nie jest wrogiem dla tego państwa, tylko partnerem, jest kimś kto się dokłada do rozwoju. Druga kwestia – armia brytyjska, która ma opinię dobrze zorganizowanej i takiej, która podąża za zmianami w kierunku cyber armii i cyberbezpieczeństwa.

Media?
Oczywiście. BBC naprawdę jest niezależnym, rzetelnym medium. Oczywiście ma swoje plusy i minusy, ale ludzie, którzy płacą abonament w Wielkiej Brytanii, wiedzą na co płacą. A w Polsce ludzie nie płacą, bo nie chcą przykładać ręki do propagandy rodem z PRL-u. Musimy w końcu te zabawki zabrać politykom.

Odbyło się już ponad 20 „Burz Mózgów”. Co pana najbardziej zaskoczyło na tych spotkaniach?
Że ludzie nie gadają ze mną o pomnikach i marszach, że to w ogóle ich nie interesuje. 
Dziś wasze radio, jako pierwszy news o 8 rano podało informację, że PiS sądzi się z Platformą o jakieś obraźliwe słowa. I myślę sobie, cholera jasna, nawet w Londynie Polacy słuchają takich głupot. Przecież to nie jest realny spór. Chciałbym, żeby politycy się kłócili o rzeczy, o które ludzie się kłócą na „Burzy Mózgów”. A kłócą się o to, jak powinna być zorganizowana służba zdrowia i edukacja, co ze smogiem, o równość kobiet i mężczyzn, o wykluczeniu transportowym, o izolacji małych i średnich miast. Politycy są tak zajęci zwalczaniem siebie nawzajem, że na to już im czasu i energii  nie wystarcza. 

Kłótnia jest łatwiejsza w sprzedaży.
No niestety. Jeden pan drugiemu panu coś powiedział i ten drugi pan tego pierwszego pana komentuje i to się tak kręci. Ja to wiem. Ale albo zrozumiemy, że inna polityka jest możliwa i zobaczymy, że przynosi nam korzyści, albo będziemy nadal dostawali jako informację dnia, że dwie partie poszły do sądu, bo jedna na drugą coś powiedziała. 

Tutaj oprócz wojny PO i PiS mamy brexit. I też mamy dosyć. 
I też płacicie cenę za głupie decyzje polityków. Politycy chcieli wygrać wybory, podgrzewali nastroje, oszukali społeczeństwo i przeprowadzili jakieś głupie referendum, które okazuje się kompletnie nieracjonalne. Cały brexit jest jakimś wielkim idiotyzmem! Rozumiem, coś było na rzeczy, Brytyjczycy chcieli przedyskutować ważne rzeczy związane z Unią Europejską, ale wylano dziecko z kąpielą. A przecież to jest spór polityków, którzy do tego nie potrafią sobie z nim poradzić. Nie wiadomo co będzie z brexitem, więc przeciętny Smith albo Kowalski płaci ogromną cenę za to, jakiej jakości mamy dziś politykę. 

Wracając do „Burzy Mózgów”. Jak rozmawiają ze sobą Polacy? Odnaleźli się w takim koncepcie dyskusji?
Zobaczy pani.

Widziałam już trochę online z Warszawy i z Łomży.
I?

I wydaje mi się, że mamy tendencję do mówienia o problemach, ale nie do podawania rozwiązań.
No i tak jest. Ludziom  trzeba dać szansę, żeby poczuli, że mogą współdecydować. Tej szansy politycy dzisiaj nie dają. Politykowi wydaje się, a wiem, bo sam nim jestem, że jak dostanie ten mandat, to spływa na niego światłość wiekuista i jest najmądrzejszy. Ma immunitet, limuzynę, niezłą pensję, wszyscy mówią panie prezydencie, panie pośle, całują rączki, otwierają drzwi przed tobą… Ale to wcale nie znaczy, że jesteś najmądrzejszy! W przeciwieństwie do lekarza czy prawnika, żaden poseł nie kończył uniwersytetu poselskiego. Polityk to osoba, którą ludzie  w wyborach wynajęli na kilka lat, żeby rozwiązywała ich realne problemy.

Jak ja dzisiaj nie dam szansy tym ludziom podczas „Burzy Mózgów”, żeby ze mną gadali, żeby mówili o tym co ich boli, to tego nigdy nie naprawimy. Tylko, że ludzie niestety bardzo często nie są nauczeni tego przejścia z etapu „co mnie boli” do rozwiązywania problemów. 

W Słupsku miał pan sławną kanapę na której słuchał pan ludzi. A jak to zrobić na skalę ogólnopolską?
Uczyć ich współdecydowania. I musi się zacząć od szkoły. Szkoła uczy dziś przestarzałych rzeczy. Miałem dziś wykład na UCL i zrobiliśmy test. Poprosiłem studentów, żeby znaleźli jedną z rzeczy, których ostatnio się uczyli. Była to bitwa pod Waterloo. Zajęło im to 5 sekund! Problemem dzisiaj nie jest znalezienie informacji. Problemem jest to, że ludzie nie potrafią rozpoznać fake news.

Takich rzeczy się powinno uczyć w szkole?
Dokładnie. Jak łączyć informacje, jak rozumieć dzisiejszy świat. Bo ten świat, który jest w tym małym telefonie jest tak skomplikowany, tak szybko się zmienia, że sama data bitwy pod Waterloo nam nie wystarczy. Jakie są konsekwencje bitwy pod Waterloo? To jest ciekawsze. Jak ta bitwa wpływa na dzisiejszą Wielką Brytanię i stosunki w Europie? Dlaczego powinniśmy się uczyć tego, co się wydarzyło pod Waterloo? A tego szkoła nie uczy. 

Ludzie są zagubieni. Czują, że coś nie działa, czują, że politycy nie mają siły, że świat się globalizuje, że wyzwania dzisiejszego świata nie są rozwiązywane przez państwa narodowe. Że walka ze zmianami klimatycznymi, ubóstwem, migracja, z globalizującymi się firmami jest globalna. A ponieważ nie ma globalnych instytucji rozwiązujących te problemy ludzie się frustrują, mówią, że politycy nie dowożą. Boris Johnson obiecał, że dowiezie – nie dowiózł, Theresa May powiedziała, że dowiezie - nie dowiozła. Trump powiedział, że zrobi Amerykę great again, nie zrobił. Kaczyński obiecał, że wstaniemy z kolan – walnęliśmy się w łeb.

Dużo do zmiany. Od czego zacząć?
Musimy wprowadzić Komisję Prawdy i Pojednania, wzorem RPA. Oczywiście nie można  porównywać tego, co działo się w czasie apartheidu, ale musimy posprzątać po PiS. Nieprawdą jest to, co mówi Platforma Obywatelska, że uda się to zrobić jedną ustawą. Mam takie wrażenie, że dzisiejszy politycy będą mieli pokusę zostawić sobie te zabawki. Nie zmienią już Trybunału Konstytucyjnego, nie wyrzucą polityków z mediów, nie odpolitycznią tego, co zostało upolitycznione. 

Trochę się obawiam, że praca takiej komisji będzie wymagała powiedzenia jasno, że PiS był zły. A to nie jest powszechna opinia.
Do tej Komisji zaprosimy wielkie autorytety prawa, ludzi, którzy udowodnili swoją działalnością, że stoją ponad podziałami partyjnymi i politycznymi: byłych Rzeczników Praw Obywatelskich, byłych sędziów Trybunałów Konstytucyjnego, byłych sędziów Sądu Najwyższego. I poprosimy ich, żeby pomogli nam zamknąć ten rozdział. Żadna partia polityczna od 89. roku nie była w stanie odpolitycznić mediów publicznych. PiS to robi oczywiście brutalnie, ale każda partia zawłaszczała media publiczne. Dzisiaj jest szansa, która nie wydarzy się w przyszłości, aby po tej traumie, którą przeżywamy przez ostatnie trzy lata, zabrać politykom zabawki.

Jest część społeczeństwa, która nie widzi tej traumy. Są osoby, którym przeszkadza zawłaszczenie mediów, ale jest część, której lepiej się żyje bo dostała 500+ .Oni nie wchodzą w ten konflikt.
Spotykam przecież ludzi, którzy głosują na PiS. I oni mówią: dla mnie ważne są rzeczy godnościowe; wiem, że źle się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym i czuję, że to obciach; to co się dzieje w telewizji publicznej jest już przesadą. Ci ludzie coraz częściej czują niesmak. Ale głosują i są przywiązani do PiS, bo boją się, że znów wrócą neoliberałowie z Platformy i zabiorą im 500+. I to pokazują też badania – Kaczyński to nie jest ktoś, kogo oni chcieliby podziwiać,  ale wiedzą, że Kaczyński gwarantuje im pewne sprawy godnościowe, które są dla nich ważne. Dlatego ja im mówię: nie tylko zostawimy te sprawy godnościowe, ale też powiększymy je o kolejne rozwiązania wyrównujące szanse, a przy okazji poszerzymy też ten pakiet wolnościowy. 

Niedawno świat popatrzył na Polskę z okazji szczytu klimatycznego. Chociaż “The Guardian” już kilka lat temu uznał katastrofę klimatyczną za najważniejszy temat świata,  to w Polsce Szczyt Klimatyczny zaczynamy od pochwały węgla. Co z tym zrobić?
Trzeba mieć odwagę, żeby powiedzieć, że odchodzimy od węgla. 

I pan to powie? 
Ja już to mówię.

I po wyborach pan to powtórzy?
Tak. Ja wiem, co znaczy odejście od węgla, Słupsk jest jedynym miastem w Polsce, które ma zdrowe powietrze.

Ale w Słupsku nie ma górników. Co pan powie w Katowicach?
W Katowicach to powtórzę. Bo gdybyśmy te pieniądze, które ładujemy w polski czy w rosyjski węgiel, bo głównie taki dzisiaj importujemy, przekazali w czystej gotówce górnikom, to byliby najlepiej zarabiającą grupą zawodową w Polsce i do końca życia nie musieliby pracować. 

No ale chyba pieniędzy pan nie da.
Ale dam im gwarancję, że do końca życia będą zarabiali godnie, równie dobrze jak w górnictwie. Podpisze z nimi takie porozumienie, bo uważam, że nie ma innego wyboru. 
W Polsce jesteśmy często przywiązani do tradycji i do dóbr narodowych. Dlatego postuluję, żebyśmy korzystali z naszych dóbr narodowych. Mamy nasz polski wiatr, polskie słońce, polską wodę – korzystajmy z tego. Cały świat odchodzi od węgla, a my ładujemy tam pieniądze, wyrzucamy w błoto, a raczej w powietrze i jeszcze 40 tysięcy ludzi umiera z tego powodu. 

W lutym zakłada pan partię, potem startuje pan w wyborach do europarlamentu. Nie zniknie pan z polskiej polityki?
Ja już zadeklarowałem, że moim celem jest polski parlament i że zrezygnuje z bycia europarlamentarzystą. Startuję dlatego, że muszę mieć pewność, że moja drużyna wejdzie do europarlamentu z tymi wartościami, które są mi bliskie i będzie tam ich konsekwentnie broniła. Nie startując osłabiam listę. A taki głupi nie jestem. 

A uda się połączyć to z wyborami w Polsce? 
Ja prawdopodobnie nawet nie zdążę objąć mandatu, bo wybory do parlamentu europejskiego są w maju, a do polskiego na jesieni. Ale muszę wystartować, po pierwsze, żeby się policzyć, pokazać, że się da, co sondaże zresztą już pokazują. 

Po drugie – musimy wprowadzić tam odpowiednich ludzi. To jest paranoja, że dzisiaj w PE połowa składu polskiej delegacji nie mówi w żadnym języku obcym! Co ci ludzi tam robią od 5 lat, od kilku kadencji często? Śpią jak Korwin Mikke?

Reprezentacja, którą wysyłam do Parlamentu Europejskiego nie tylko mówi w językach obcych, ale też mówi językiem, którym mówi dziś Europa. Są to ludzie, którzy są w stanie usiąść z europarlamentarzystami z Wielkiej Brytanii, z Francji, z Niemiec, rozmawiać z nimi o problemach Europy i rozwiązywać je. Dzisiaj polską racją stanu jest bycie w Unii i nadawanie tam tonu. Przecież 10 procent społeczeństwa Unii Europejskiej to Polacy.

 

Rozmawiała Joanna Karwecka


 

robert biedron w londynie, wielka brytania biedron, biedron spotkal sie z polakami w londynie

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe