COOLTURA+: Życie jest sztuką. Sztuka jest życiem

  • 19.02.2019, 06:12
  • cooltura tygodnik cooltura
Podziel się:
Oceń:
COOLTURA+: Życie jest sztuką. Sztuka jest życiem
– Malowanie zaspokaja również moją potrzebę robienia czegoś ważnego, ponadczasowego, znaczącego, mniej prozaicznego niż codzienne, rutynowe i monotonne obowiązki. Dzięki tworzeniu czuję, że wszystko inne, co robię w życiu, ma sens - mówi Dorota Demendecka, malarka, której prace można będzie obejrzeć w Londynie na początku marca.

Proszę powiedzieć czym są targi Talented Art Fair?

Targi sztuki Talented Art Fair odbywają się po raz trzeci. Impreza ma na celu stworzenie miejsca, w którym kupujący mogą osobiście spotkać się z artystami, obejrzeć ich prace na żywo i kupić je. Wybór będzie bardzo duży, gdyż swoje stoiska targowe prezentować będzie 100 artystów, głównie malarzy, choć pojawią się też rzeźba i rysunek. W jednym miejscu będzie można zobaczyć ponad dwa tysiące prac. Organizatorzy imprezy zapowiadają ponadto atrakcje w postaci: pokazu malowania na żywo, wspaniałą muzykę oraz bar z przekąskami i napojami. Wstęp na imprezę jest darmowy.

 

Jakie swoje prace wystawi pani na targach?

Na targach sztuki współczesnej Talented Art Fair w Londynie wystawiam swoje prace, które powstały po przyjeździe do Wielkiej Brytanii, a więc od września 2018 roku do lutego tego roku. Jest to kilkanaście wielkoformatowych obrazów akrylowych. Obecnie maluję głównie abstrakcyjne portrety kobiet. Ich twarze mają wyrażać emocje oraz charakter portretowanej osoby. Chcę, aby były posągowe, piękne, ale... niedoskonałe, wybrakowane, niepełne. Jest to mój sprzeciw wobec terroru piękna, nieskazitelności i młodości jakie lansuje współczesna popkultura w fotografii, reklamie, filmie, mediach, też tych społecznościowych. Malując, przywiązuję dużą wagę do asymetrii twarzy, często wyolbrzymiam pewne cechy twarzy, oczy są za duże, nos za długi, usta za bardzo wypukłe. Kobiety malowane przeze mnie są celowo wykrzywione, dziwne, jednookie – na przekór temu, co przedstawia się nam codziennie jako wzór piękna oraz na pocieszenie nam, niedoskonałym śmiertelniczkom.

 

Jaki jest zatem pani ulubiony rodzaj malarstwa?

W swoich pracach chętnie wykorzystuję elementy przezroczystości – warstwy farby przenikają się, jedne wychodzą spod drugich. Lubię w ten sposób bawić się z odbiorcą, pobudzać go do własnej interpretacji obrazu. Chcę, aby sam nadawał sens temu, co widzi. Uwielbiam słuchać odbiorców, gdy dzielą się wrażeniami, spostrzeżeniami, własnymi interpretacjami. Każdy widzi w obrazie coś innego, każdy koncentruje swą uwagę na innym elemencie, każdy rozumie dzieło po swojemu. W swoich obrazach bardzo często wykorzystuję czarne kontury – uważam, że nadają one niesamowity i wyrazisty charakter portretowanej osobie. Uwielbiam również wyraziste, żywe, jaskrawe kolory. Nie umiem wyobrazić sobie swoich obrazów w kolorystyce mętnej, pastelowej i bez kontrastów. Bardzo dużo maluję motywów roślinnych. Kwiaty i liście są często zgeometryzowane, uproszczone, graficzne. Myślę, że przedstawiam je tak często z najprostszego z istniejących powodów: uwielbiam przyrodę, fascynuję się nią i brakuje mi jej, gdy mieszkam w mieście.

 

Którzy twórcy są pani wzorem?

W trakcie tworzenia nie wzoruję się na nikim. Uważam, że jest to jedną z moich głównych zalet jako artystki. Uważam, że w życiu możesz być tylko sobą, każda inna rola jest już zajęta. Twardo trzymam się tej maksymy i nie powielam cudzych pomysłów. Długo pracowałam na swój własny styl, jest on konsekwencją tego, co mnie w malarstwie pociąga najbardziej: wolności wyboru. Gdy zaczynam malować, to nie wiem jaki będzie efekt końcowy, bo go nie projektuję nigdy. Obraz powstaje spontanicznie, pod wpływem emocji.

Jeśli natomiast miałabym wskazać malarzy, których prace cenię najbardziej, to na pewno będzie to Amadeo Modigliani za fenomenalne portrety kobiet. Ubóstwiam również malarstwo Pabla Picassa – w jego przypadku jestem bezkrytyczna. Bardzo wysoko cenię wspaniałe portrety i autoportrety Witkacego. Z artystów żyjących współcześnie podobają mi się prace Adama Lee i Daniela Richtera.

 

W jaki sposób zainteresowała się pani akurat tą dziedziną sztuki?

Jestem artystą samoukiem. Pochodzę z rodziny, w której sztuka istniała na co dzień jako wielka pasja mojej matki. Pamiętam mamę, gdy malowała obrazy olejne – do tej pory zapach terpentyny i farb jest dla mnie jednym z najprzyjemniejszych na świecie. Dom rodzinny wypełniały rzeźby oraz instalacje artystyczne w całości wykonane przez mamę. Miałam dostęp do albumów malarskich, do biografii wielkich artystów, do reprodukcji ich dzieł. Myślę, że gdzieś to we mnie siedziało ukryte aż do momentu, w którym jako dojrzała, 36 - letnia kobieta, matka czwórki dzieci zdecydowałam się namalować swój pierwszy obraz. To, że jestem artystką jest największą niespodzianką życiową jaka mnie spotkała. Moje zainteresowanie malarstwem pojawiło się dosłownie z dnia na dzień. Pewnego razu po prostu poczułam, że chcę namalować obraz na płótnie – następnego poranka poszłam do sklepu plastycznego i kupiłam potrzebne farby, pędzle oraz płótno. O północy kończyłam malować swój pierwszy w życiu obraz. Był to portret mojej sześcioletniej córki Niny.

W trakcie tworzenia poczułam cudowne uczucie, które w psychologii opisywane jest pojęciem flow. Jest to silna koncentracja i równocześnie satysfakcja z wykonywanego zajęcia. To poczucie zawieszenia w czasie – nie wiesz kiedy mijają minuty i godziny. Jedyne co czujesz, to ogrom szczęścia i spełnienia. Od tamtej nocy wiedziałam, że malowanie będzie tym, czemu poświęcę swoje pozostałe życie. Kolejne obrazy tworzyłam z szaloną prędkością – codziennie wieczorem, gdy tylko dzieci szły spać, a dom pogrążał się w ciszy, łapałam za pędzel i farby i malowałam do późnej nocy. W ciągu dnia natomiast wyszukiwałam kolejnych tematów malarskich, szkicowałam, obmyślałam nowe pomysły i douczałam się artystycznie oglądając setki, a może nawet tysiące obrazów. W weekendy zaczęliśmy z całą rodziną zwiedzać galerie, muzea, chodzić na wernisaże i targi sztuki. Wakacyjne wyjazdy planowaliśmy nie tylko pod kątem ciepłych plaż, ale również muzeów, które chcieliśmy odwiedzić. Ściany naszego domu zaczęły się zapełniać moimi obrazami, sztuka szybko wypełniła wnętrze domu, który przypomina obecnie bardziej galerię sztuki współczesnej niż miejsce, w którym wychowuje się czworo dzieci.

 

Gdzie wystawiała już pani swoje prace?

Bardzo długo nie wystawiałam swoich prac wcale. Nie widziałam po prostu takiej potrzeby... Cieszyłam się samym malowaniem, a opinie innych osób na temat moich dzieł były mi obojętne, a wręcz szkodliwe – nie chciałam, żeby ktokolwiek psuł moją radość tworzenia, burzył szczęście jakie osiągałam malując. Teraz jestem artystycznie dojrzała, mocna psychicznie i bardzo pewna swoich obrazów – mogę z satysfakcją wystawiać je i pokazywać publiczności.

Najbardziej lubię pokazywać swoje obrazy na targach sztuki, wśród innych artystów. Doświadczam wtedy niesamowitego uczucia wspólnoty z innymi malarzami. W zeszłym roku uczestniczyłam w targach sztuki w Niemczech, w miejscowości Coburg. W czerwcu 2019 roku powtórzę to wydarzenie. Publiczność przychodząca na takie wydarzenia jest specyficzna – to osoby, które lubią sztukę, ludzie ciekawią nowości, otwarci i bardzo chętni do rozmowy z twórcą. Atmosfera na takich wydarzeniach kulturalnych jest niepowtarzalna i zawsze czekam z niecierpliwością na kolejne targi sztuki z mojego artystycznego kalendarza.

Obecnie biorę również udział w zbiorowej wystawie Lighthouse Open Exhibition w Wolverhampton. Prace można tam oglądać do 30 marca.

 

Czym jest dla pani malarstwo?

Malarstwo pełni w moim życiu kilka ról. Po pierwsze jest pracą. Mój dzień wygląda zazwyczaj następująco: odprowadzam dzieci do szkoły, a zaraz potem w domu rozkładam sztalugi, podobrazia, farby. Staram się malować codziennie.

Uwielbiam malować, więc jest to dla mnie również zabawa. Tworzenie obrazów daje mi ogromną satysfakcję i zaspokaja potrzebę radości, którą każdy z nas – dzieci, czy dorosłych – posiada. Jedni lubią biegać, innych cieszy pieczenie albo majsterkowanie, ktoś kocha kino, a ja – malowanie. Na szczęście dla mnie jest to również zajęcie, którym można zarabiać na życie.

Malowanie zaspokaja również moją potrzebę robienia czegoś ważnego, ponadczasowego, znaczącego, mniej prozaicznego niż codzienne, rutynowe i monotonne obowiązki. Dzięki tworzeniu czuję, że wszystko inne, co robię w życiu, ma sens.

Malowanie, a potem życie w domu pełnym obrazów, codzienne patrzenie na nie, zaspokaja moje potrzeby estetyczne. Mam silną chęć dostarczania sobie pięknych widoków: zawsze przykładam ogromną wagę do tego, co widać przez okno, chcę, aby mnie to cieszyło i dostarczało wrażeń wizualnych. Nie inaczej ma się rzecz z obrazami. Uwielbiam wpatrywać się w nie, potrafię robić to godzinami i czerpać z tego wzruszenie i satysfakcję, jakie odczuwa się podziwiając widok pasm górskich lub bezkres morza.

 

Czy ma pani kontakt z innymi osobami z Polski zajmującymi się malarstwem?

Nie mam w Anglii ani w Polsce kontaktów z innymi malarzami. Powód tego jest prozaiczny: doba ma tylko 24 godziny, a ja oprócz malowania, zajmuję się również pisaniem własnego bloga, promowaniem swojej sztuki i wychowywaniem czwórki dzieci.

 

Kiedy przyjechała pani do UK?

Do Anglii wyemigrowaliśmy z „pierwszą falą”, czyli w 2005 roku. Mąż dostał ciekawą pracę w biurze architektonicznym. Nasz przypadek jest chyba nietypowy. W 2013 roku wróciliśmy do Polski, spełniając swoje życiowe marzenie o domku na wsi. Teraz, od września 2018 roku znów jesteśmy w Wielkiej Brytanii – przyjechaliśmy jednak na pobyt tymczasowy, zostajemy do końca obecnego roku szkolnego. Powodem tej niezrozumiałej dla osób postronnych decyzji była nasza chęć nauczenia naszych młodszych dzieci języka angielskiego. A wiemy, że nigdzie indziej na świecie nie nauczą się tak pięknego brytyjskiego akcentu, jak tutaj. Za chwilę mamy brexit – obawa, że przyjazd tutaj może być w przyszłości niemożliwy przyspieszyła naszą decyzję.

Początki emigracyjne były trudne. Doskwierało to, co boli każdego emigranta najmocniej – samotność. Dla mnie osobiście nie do zniesienia była i jest pogoda angielska. Przez kilka lat chcieliśmy dać sobie i Anglii szansę, wierzyliśmy, że będzie się nam tutaj żyło dobrze. Nadzieje traciliśmy powoli i dorośliśmy do odważnej decyzji o powrocie po 7 latach spędzonych w Sheffield. Będąc już w Polsce żałowaliśmy, że tak długo zwlekaliśmy z powrotem, że trzeba było otrząsnąć się z marazmu wcześniej, pokonać własne lęki, wziąć odpowiedzialność za własne życie i wrócić do ojczyzny. Teraz patrzymy na emigrację głównie przez pryzmat korzyści jakie z niej wynieśliśmy – jest to głównie zbiór cennych doświadczeń życia w obcej kulturze i znajomość języka angielskiego.  

 

Proszę jeszcze nadmienić gdzie można śledzić pani twórczość?

Moje najświeższe artystyczne dokonania można śledzić na profilu instagramowym: https://www.instagram.com/dorota_demendecka/

Aktualizuję go codziennie pokazując najnowsze obrazy, filmiki z procesu powstawania dzieła, informuję również o zbliżających się wystawach, wernisażach i targach sztuki, w których biorę udział.

Z całego serca chcę polecić również mojego bloga https://lifeisart.blog/. Motywem przewodnim bloga jest hasło: „Życie jest sztuką. Sztuka jest życiem”. Te dwa zdania doskonale streszczają treści zawarte na blogu. Myślę, że miejsce to powinno spodobać się osobom, które lubią czytać w internecie dłuższe teksty, pogłębione analizy, a do życia mają podejście refleksyjne.

Blog jest równocześnie miejscem, w którym można zobaczyć moje malarstwo i kupić obraz.

Czytelników „Cooltury+” zapraszam do spotkania ze mną na targach sztuki Talented Art Fair w Londynie E1 6QR w The Truman Brewery w dniach 1-3 marca.

 

 

Rozmawiał: DARIUSZ A. ZELLER

cooltura tygodnik cooltura

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe