WYWIAD: To dobry czas dla mojej twórczości

  • 21.04.2021, 19:42
  • Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Karolina Wiatrowska

Podziel się:

Oceń:

WYWIAD: To dobry czas dla mojej twórczości fot. Archiwum Cooltura
Jego wielkoformatowe, kolorowe, nacechowane dramatyzmem obrazy są ponadczasowymi i poetyckimi dziełami sztuki, których celem jest zapewnienie punktu zaczepienia w naszym własnym życiu i doświadczeniach. „Maluję, aby wywrzeć silny efekt wizualny i opowiedzieć historię”, mówi Adam Dąbrowski, współczesny, szybko rozwijający się artysta mieszkający w Londynie. Jego celem jest nie tylko malowanie tego, jak ludzie wyglądają, ale także jak mogą się czuć i o czym śnić. „Przekładam na płótno narzucające mi się wizje. Nie wiem z góry, jaka się wyłoni, tym bardziej nie mogę zdecydować, jakich kolorów użyć do jej wyrażenia. Za każdym razem, gdy zaczynam obraz, mam wrażenie, że rzucam się w przestrzeń. Nigdy nie wiem, czy wyląduję na nogach. Dopiero później zaczynam oceniać efekt tego, co zrobiłem”.

Adamie, opowiedz proszę o sobie.

Urodziłem się w Wielkiej Brytanii. Moi rodzice przyjechali na Wyspy jako jedni z pierwszych Polaków, w latach sześćdziesiątych. Mój ojciec był architektem. Nie znałem go zbyt dobrze, bo ciężko chorował i zmarł, kiedy miałem zaledwie 7 lat, co bardzo przeżyłem. Obcowanie z polską kulturą w naszym domu było bardzo ważne, chodziłem to sobotniej szkoły, byłem harcerzem i co niedziela uczestniczyliśmy w nabożeństwie z moim starszym o dwa lata bratem Piotrem. W szkole z kolei lubiłem malować i rysować i czułem się wyróżniony, kiedy mając 8 lat zwróciłem uwagę pewnej nauczycielki, kiedy namalowałem jej zdaniem fantastycznego słonia w dżungli. Nigdy nie znalazłem tego rysunku, ale często o nim myślę. I jestem pewien, że gdzieś on jest w mojej pamięci i dojrzewa we mnie.

 

Jak myślisz skąd u ciebie ten talent?

Sądzę, że po ojcu odziedziczyłem pragnienie do kolorów, malarstwa i prezentacji graficznych. Od zawsze, w środku siebie, prawdziwie i głęboko marzyłem o byciu artystą-malarzem, ale brakowało mi pewności siebie. Potem wydawało mi się, że z tego zawodu trudno wyżyć i wykarmić rodzinę. W szkołach nie studiowałem sztuki. Kiedy jako dwudziestolatek rozpocząłem swoją pierwszą pracę w działach reklamowych i marketingu dla „Le Figaro” i „The Economist”, jako hobby traktowałem wieczorne kursy rysowania. Po kilku latach takich lekcji, kiedy dotychczas malowałem wyłącznie farbą czarną i białą, pojawiły się pierwsze lekcje z farbą olejną. Mój profesor Michael Clark, dość znany artysta w Anglii (jego obrazy wystawiane są w National Gallery w Londynie), poprosił mnie o skopiowanie obrazu Rembrandta „Hendrickje in the water”. Zgodziłem się i był to mój pierwszy obraz olejny. Efekt był zachwycający. Michael powiedział mi wtedy, że kiedyś zrobię wielkie rzeczy. To dodało mi ogromnej pewności siebie, ale dość szybko zauważyłem, że sam talent i bywanie w tym „światku” nie wystarczą i że trzeba naprawdę dużo pracować, rozwijać styl, bo sprawna technika malowania bez dobrych pomysłów i mocnych historii narracyjnych nie wystarczy. Po kilku latach spotkałem swoją żonę Helenę z Francji. Później na świat przyszedł nasz syn Clement. Tuż po jego urodzeniu często zastanawiałem się nad swoją przyszłością i wiedziałem, że chcę być artystą. To było przynajmniej 10 lat temu. Zacząłem malować tak pół poważnie”, chodząc na kurs malowania wieczorami i dodatkowo jeden dzień w tygodniu. W tym samym czasie zacząłem pracować dla siebie. Zajmowałem się przebudowami domowymi i ogrodowymi. Robiłem wszystko, aby mieć więcej czasu na podjęcie pierwszego kroku w pracy artystycznej.

 

Jak długo ci to zajęło?

Nie spodziewałem się, że będzie tak trudno i że tak wiele czasu zajmuje, dotarcie do danego stopnia artystycznego. 3 lata temu wziąłem się porządnie za siebie. W ciągu dwóch lat zdobyłem dyplom z portretu w Heatherley School of Art w Londynie. Te dwa lata bardzo dużo mnie nauczyły. W tym samym czasie dzięki mojej wiedzy budowlanej, zbudowałem sobie studio w ogrodzie z ogrzewaniem i zacząłem poważnie pracować nad moja twórczością.

 

Jak komuś takiemu jak ty, pracowało się w ciągu ostatniego roku?

Pandemia tylko mi sprzyjała. Głównie dlatego, że cały swój czas mogłem przeznaczyć na malowanie. Czasem 24 godziny na dobę. To właśnie w zeszłym roku namalowałem pierwsze dzieła z własnych pomysłów. Uświadomiłem sobie jak długo z tym zwlekałem i jak wiele jest do zrobienia. Ten czas był dla mnie niesamowicie prężny i kreatywny. Wykonałem duży krok w stronę „artistic dream”, zacząłem pracować na dużych formatach. W pewnym momencie zacząłem przyzwyczajać się do pewnego stylu czy sposobu malowania. To, co mnie w tej pracy utwierdziło jeszcze bardziej, to pierwsza porządna sprzedaż własnego obrazu „Splash and Dave” czyli mojej wersji „Bigger Splash” znanego Davida Hockneya. Eksponuję na nim śmiałe kształty i kolory, aby zaprezentować swoje podejście do tego przełomowego dzieła. Pieniądze były niezłym wynagrodzeniem za godziny starań.

 

Gdzie można zobaczyć twoją twórczość?

Aktualnie moje prace można oglądać na www.adamdartist.com oraz na Instagramie @Adamdartist.

 

Co motywuje cię do pracy?

U takich osób jak ja, wciąż pojawia się marzenie-walka, aby tworzyć swobodnie, jak znany malarz bez kłopotów finansowych, bez ustawiania się w kolejce jako artysta komercyjny lub malowania zawsze na czyjeś zamówienie. Tyle że bycie tym kimś oznaczałoby wolność za wszelką cenę. Dlatego moją motywacją jest zawsze swobodne malowanie to najważniejsze osobiste kryterium przy wyborze sztuki jako sposobu na życie. Całkowita wolność wypowiedzi, bycia zawsze wiernym sobie i swoim wizjom bez obawy, czy będzie to odpowiednie dla kupujących czy dla galerii.

 

Czy jakaś część twojej twórczości łączy się z Polską?

 

Kiedy byłem w artystycznej szkole „Heatherleys”, niektórzy z profesorów zwracali uwagę w moich pracach na naleciałości Europy Wschodniej, ze względu na kolorystykę i pewną konstrukcję rysowania. Najważniejszym i zarazem najtrudniejszym obrazem dla mnie, głównie od strony psychologicznej, jest „Boy on the train”. Namalowałem go w 2020 roku. Jest wykonany olejną farbą na canvas (płótno). Jego wymiar jest dość duży – 188 cm szerokości i 147 cm wysokości. Malowałem go, aby oddać swoje emocjonalne podejście do Polski, aby podkreślić polskie korzenie. Obraz jednocześnie opowiada o historii mojego ojca, mojego dziadka i całego Holocaustu. Pamiętam, kiedy tata zmarł, miałem zaledwie 7 lat, a mama wysłała nas z bratem z Anglii do Polski pociągiem, żeby nas chronić. Z podróży pamiętam niemieckich żołnierzy, kiedy nas obudzili w nocy i mocno mnie to wystraszyło. Kiedy wróciliśmy do Londynu życie stało się jakby inne. Ta podróż wywarła dużą zmianę w życiu moim i całej rodziny. Historia mojego dziadka Eugeniusza Krupowicza, który został zamordowany w Katyniu w 1940 roku, a pośmiertnie mianowany na stopień nadkomisarza policji państwowej, tylko utwierdziła mnie w dumie z tego, że jestem Polakiem i w pracy nad obrazem, który miałby powiązanie z ważnym aspektem, jakim jest moje polskie dziedzictwo.

 

Jakie są twoje plany na przyszłość?

Lockdown na początku trochę mnie przestraszył, jeśli chodzi o pokazywanie obrazów w galeriach, sprzedaż czy kontakt z ludźmi. Teraz mimo wszystko sądze, że jest to bardzo dobry okres dla mojej twórczości. Odnotowałem także dość dobrą sprzedaż. Mój ostatni duży obraz ukończony tuż przed Bożym Narodzeniem w 2020 roku to „Picasso on a bull” (2m x 2m), dostał wspaniały odzew i czuję, że jestem na dobrej drodze. Chciałbym, aby ten obraz otworzył mi wiele drzwi, a moją ambicją jest, aby znalazł się w dużej galerii. W ubiegłym roku wygrałem Judges selection w ING Discerning Eye. Pokaz daje różnym artystom możliwość zaprezentowania swoich prac na wystawie (w tamtym momencie wirtualnej) i wygrania szeregu nagród, w tym nagrody ING Purchase Prize, którą zdobyłem. Rok 2021 planuję poświęcić całkowicie malowaniu, mam dużo pomysłów i energii. Moim prawdziwym celem jest, aby moje obrazy były jak najwięcej widoczne i zapewniły mi przynajmniej pewną stabilność finansową, aby umożliwić mi kontynuowanie artystycznej podróży.

 

A z Polską wiążesz jakieś plany?

Dobrze, że o to pytasz. Tak. Doskonale pamiętam mój pobyt w Warszawie. Dziecko wychowywane w Londynie, w dobrobycie, nagle znalazło się w świecie z ograniczonym dostępem do wszystkiego. To były wspaniałe kontrastowe doświadczenia. Mieliśmy dużą rodzinę w Warszawie, u niektórych pomieszkiwaliśmy, kiedy zatrzymywaliśmy się na dłużej. Była też tam spora grupa przyjaciół ojca strasznie zamożnych ludzi. Pamiętam te wielopiętrowe bloki, kolejki w sklepach i ich nazwy, paradoksy wśród społeczeństwa. Z dzisiejszego punktu widzenia sądze, że były to dla dziecka potrzebne chwile. Te momenty są mocno zakorzenione w mojej głowie, chociaż były to lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Planuję serię obrazów poświęconych przeżyciom, które pamiętam z czasu spędzonego w Polsce.

 

 

Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Karolina Wiatrowska

Zdjęcia (4)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe