Wywiad z Tomaszem Grzesikiem ,,U mnie króluje muzyka"

  • 02.06.2021, 18:34
  • Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Karolina Wiatrowska

Podziel się:

Oceń:

Wywiad z Tomaszem Grzesikiem ,,U mnie króluje muzyka" fot. Archiwum Cooltura
Polski artysta z Irlandii. a aczasów liceum muzyk wielu zespołów, takich jak: Grakarme, Snieguny, Misteria, Navaho, No Friends Land oraz polskiego zespołu Thy Worshipper z Dublina – wielowarstwowa hybryda eksperymentalnego pagan metalu, tribal folku i black metalu. Występuje w całej Europie. Grawer gitar, grafik koszulek, twórca artystycznie oprawionych luster i sztuki montażu z materiałów odpadowych. „Jakiś czas temu zacząłem zbierać stare, zepsute części i użyłem ich do stworzenia sztuki montażu, kierując się myślą, że umarli mogą znowu tańczyć. Robiąc je świetnie się bawię, ponieważ nigdy nie jestem pewien ich ostatecznego wyglądu”, mówi w rozmowie z Karoliną Wiatrowską Tomasz Grzesik.

Tomku, jesteś artystą na stałe mieszkającym i pracującym w Irlandii. Proszę, opowiedz więcej o sobie.

 

W połowie 2004 roku zgrały się ze sobą dwa wydarzenia, mianowicie zakończenie moich studiów i otwarcie granic. Zaraz po obronie magistra z filozofii wraz z kilkoma przyjaciółmi postanowiliśmy poszukać lepszej przyszłości w Irlandii. Znaleźliśmy się w pierwszych grupach Polaków masowo przybywających na Wyspę. Ze słabą znajomością języka angielskiego, ale z polskim sprytem udało się znaleźć pracę i poradzić sobie ze wszystkim, co stanęło na drodze. Pierwsze lata to nauka języka w praktyce i prace w fabrykach. Po kilku latach, gdy już poczułem się pewniej, postanowiłem zacząć robić to, co lubię i co sprawia mi przyjemność. Założyłem kapelę rockową NO FRIENDS LAND w Dublinie, i zaczęliśmy grać i organizować koncerty. Zacząłem również powolutku zajmować się sztuką. Zrezygnowałem też z pracy w fabryce i zacząłem pracować jako statysta w znanym serialu „Vikings" oraz jako muzyk w grupie bębniarskiej. Obecnie pracuje dorywczo jako statysta, a czasami nawet jako lektor. Mieszkam off grid z rodziną w swoim domu w zaciszu irlandzkiej wsi.

 

Czytam o tobie, że jesteś muzykiem wielu zespołów występujących w całej Europie. Nagrałeś/wydałeś podobno około 10 albumów, a w tym ścieżkę dźwiękową do polskiego filmu „Konsumenci". Czy to wszystko prawda?

 

Będąc jeszcze w Polsce grałem jednocześnie w trzech kapelach. Nagrałem z nimi kilka płyt i demówek. Najbardziej znanym (jednak ciągle w podziemiu) z tej trójki jest blackmetalowy, rzeszowski zespół MISTERIA, z którym koncertowaliśmy w całej Polsce. W Irlandii natomiast od roku 2010 zacząłem współpracę z innym polskim black metalowym zespołem THY WORSHIPER, z którym również nagrałem kilka albumów. Graliśmy w wielu miastach w Irlandii, głównie w stolicy. Udało się też zagrać dwie trasy koncertowe w Polsce, jedną Czechy-Słowacja, kilka koncertów w Wielkiej Brytanii, a nawet na festiwalu na Litwie dzieląc scenę min. z zespołem WARDRUNA. Przez krótki czas w Irlandii mieszkała moja znajoma z Rzeszowa, która dostała propozycję zrobienia muzyki do komedii ekipy DDN z rodzinnego miasta. Zebraliśmy kilku muzyków i nagraliśmy ścieżkę w moim domowym studiu nagrań. Obecnie pracuję nad nowym projektem muzycznym GODOT wraz z gitarzystą z THY WORSHIPER oraz nad swoim solowym materiałem GRAB SOLO.

 

Skąd u ciebie zamiłowanie do muzyki?

 

Każdy człowiek ma coś, co po prostu lubi. U mnie króluje muzyka. Zanim zacznę cokolwiek robić, pierwszą czynnością jest włączenie muzyki. Od małego dziecka lubiłem muzykę. Jedna z kołysanek mamy szczególnie mi się podobała, pamiętam ją do dziś. Jako kilkuletnie dziecko bawiąc się klockami, zobaczyłem teledysk w telewizji utwór Maanamu Lucciola” i po prostu mnie znokautował. Później była pierwsza ruska gitara akustyczna, którą przywiózł mi tato i następna już elektryczna, na którą składała się rodzina. Potem już poleciało lawinowo. Nie zatrzymałem się tylko na gitarze. Zacząłem grać również na djembe, kotłach, gitarze basowej, didgeridoo, przeszkadzajkach, a nawet zacząłem śpiewać. Można powiedzieć, że zostałem multiinstrumentalistą. Lubię też eksperymentować z instrumentami, przerabiać je lub wydobywać dźwięki z przedmiotów, które nimi nie są.

 

Oprócz muzyki, zajmujesz się grawerowaniem gitar. Jesteś grafikiem i projektantem nadruków na koszulki, twórcą artystycznie oprawianych luster i dzieł sztuki złożonej ze zużytych, zepsutych rzeczy. Wyjaśnij proszę, o co w tej sztuce dokładnie chodzi.

 

Jestem człowiekiem wielu zainteresowań. Mam tyle pomysłów i zaczętych projektów, że po prostu brakuje mi czasu na ich realizację. Grawerowanie gitar zaczęło się od kolegi z kapeli, który chciał jakoś upiększyć swoją gitarę. Ja akurat miałem pod ręką maszynkę do grawerki, więc spróbowaliśmy i wyszło fajnie. Na taki ruch decydują się jednak tylko ci, którzy chcą zostawić sobie taką gitarę na zawsze, bo niestety ciężko później sprzedać gitarę ze swoim wzorem. Wygrawerowałem ponad 10 gitar i na tym się, póki co, skończyło. Jeśli chodzi o nadruki na koszulki, to zaczęło się w szkole średniej, gdzie kolega pokazał mi jak wyciąć szablon w kliszy rentgenowskiej. Później już sam zacząłem wycinać wzory, a nawet robić nadruki do sklepu z młodzieżową odzieżą. Była też potrzeba produkcji koszulek kapel, w których grałem, więc zrobiłem kurs sitodruku i zacząłem robić koszulki kapelom, własne projekty graficzne, projekty na zamówienie oraz koszulki na coroczny największy polski zlot motocyklowy w Irlandii ROZPIERDUCHA BEZ CHAMÓWY. Oprawa luster zaczęła się od kupna zrujnowanego domu po pożarze, gdzie znalazłem całą masę starych nadpalonych, zniszczonych, wytrawionych desek. Pomyślałem, że tak pięknie zmienione przez ogień, czas i warunki atmosferyczne deski świetnie nadają się na ramki. Bardzo modny jest teraz styl rustykalny. W poczekalni są już deski na kolejną serię luster i ramek, niektóre schną, a niektóre wciąż leżą na zewnątrz lub w ziemi, by niszczejąc wydobyć z siebie piękno. Lubię majsterkować, przerabiać i naprawiać, w związku z tym nie wyrzucam łatwo rzeczy. Zanim to zrobię, zastanawiam się, do czego mi to się może jeszcze przydać. Może to być za tydzień albo rok, ale z reguły rzecz w końcu znajduje swoje miejsce. Moja szopa pełna jest zatem szpargałów, z których coś konstruuje. Czasem są to przedmioty użytku codziennego, czasem sztuka, a czasem ich połączenie, czyli sztuka użytkowa. Od kupowania nowych rzeczy bardziej mnie kręci naprawianie lub przerabianie starych, aby uzyskać coś oryginalnego.

 

Czym dla ciebie jest Assemblage Art i skąd pomysł na tego typu zajęcie?

 

Sztuką asamblażu zająłem się kilka lat temu, kiedy to dostałem od znajomego skrzynkę rupieci. Powiedział, żebym coś z tego zrobił. Takie małe wyzwanie. Zaintrygowały mnie też prace innych artystów i wysokie za to ceny. Pomyślałem, że przecież ja też tak mogę. Zacząłem się więc tym bawić, tworzyć, nigdy nie wiedząc, co z tego układania na końcu wyjdzie. Skonstruowałem tego tyle, że wystarczyło, by zrobić wystawę solową. Pierwsza odbyła się w miejskiej bibliotece niedaleko mojego domu, a na drugą już przygotowałem się lepiej. Postarałem się o grant dla artystów, który pozwolił mi opłacić wszystkie koszty związane z tygodniową wystawą w Dublinie. Kilka dzieł sprzedałem, jedno z nich powędrowało do Nowego Jorku.

 

Gratulacje. Opowiedz proszę o projekcie GRAB SOLO i o singlu „Wiatr w ognisko" i planach na przyszłość.

 

Plany na przyszłość to po prostu kontynuacja obranej drogi, czyli tworzenie, nagrywanie muzyki, występowanie w filmach, dokończenie zaczętych projektów, rozpoczęcie nowych… w skrócie permanentny rozwój artystyczny. Projekt GRAB SOLO ukształtował się w przeciągu ubiegłego roku. Zaczęło się od brzdękania dziecku wieczorami na gitarce i rozmyślaniu o zaistniałej sytuacji na świecie. Gitarowych motywów szybko przybywało i w pewnym momencie było już wystarczająco na całą płytę. Teksty zaczęły wyłaniać się z rozmyślań. Zrodził się pomysł, żeby to zacząć rejestrować w domowym studyjku. Chwile później wojewódzkie biuro artystyczne ogłosiło jak co roku pomoc dla artystów w postaci grantów, więc stwierdziłem, że to dobra okazja, by ruszyć z tematem. Wybrałem dwa utwory na singla. Jestem zatem wspomagany finansowo w tym projekcie przez biuro artystyczne hrabstwa Cavan, które pokrywa koszty mixu i masteringu utworów, produkcji 100 kopii singla oraz promocji w pewnym stopniu. Nazwa GRAB SOLO wzięła się stąd, że sam skomponowałem muzykę, napisałem teksty, odśpiewałem, odegrałem na instrumentach i nagrałem całość. Na singiel „Wiatr w ognisko" składają się dwa utwory, które są refleksją na temat obecnej kondycji świata i destruktywnych poczynań człowieka. Traktują o toksycznych osobach i niespokojnych czasach. W planie jest również nagranie całej płyty i teledysku do tytułowego utworu.

 

 

Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Karolina Wiatrowska

Zdjęcia (3)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe