WYWIAD: Peter and Franz

  • 15.07.2021, 20:03
  • Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Joanna Figlak-Włoka

Podziel się:

Oceń:

WYWIAD: Peter and Franz
Zespół PIF PAF PETER & FRANZ powstał na Wyspach Kanaryjskich w 2020 roku z inicjatywy Petera Prentygasta i Franza Dreadhuntera. Obaj panowie są od wielu lat muzykami, a od całkiem niedawna łączy ich pewien ciekawy projekt. Z muzykami zespołu Pif Paf Peter&Franz rozmawiała Joanna Figlak-Włoka Radia PRL.

Panowie, opowiedzcie jak się poznaliście i gdzie to miało miejsce?

 

PETER: Z Franzem poznaliśmy się 22 marca 2019, dokładniej po zaproszeniu przeze mnie zespołu Chłopcy z Placu Broni na koncert w Londynie.

 

FRANZ: To był nasz pierwszy raz w Londynie i całkowicie nie wiedziałem czego się spodziewać. Peter okazał się fantastycznym gospodarzem, przyjął nas po królewsku. Spędziliśmy bardzo dobry czas, za co byłem mu bardzo wdzięczny i obiecałem, że w zamian zaproszę go na koncert Chłopców z Placu Broni do Polski. Tak też się stało i Peter przyjechał do Krakowa, gdzie mieliśmy możliwość lepiej się poznać.

 

Czy kiedykolwiek któremuś z was przeszło przez myśl, że stworzycie coś razem: piosenkę, a nawet album?

 

PETER: Kiedykolwiek oczywiście, że tak! Dlatego też powstał projekt i nowy singiel o nazwie „Santa Cruz”.

FRANZ: Kiedy spotyka się dwóch artystów i pojawia się między nimi chemia, mają energię, wiarę w to, co robią, to musiało się tak skończyć. To była tylko kwestia czasu.

 

Nadajecie na tych samych falach, czujecie się tak jakbyście się znali od zawsze?

 

PETER: Można powiedzieć, że nadajemy na podobnych falach (pół żartem pół serio – Franz ma studio w kolorze szaro-pomarańczowym, a ja w Londynie też takie samo połączenie kolorów (śmiech). Każdy z nas budował swoje studio nagrań w innym czasie. Ponadto kiedy często piszemy do siebie, odpowiedzi w pewnych decyzjach nie różnią się myślami.

 

FRANZ": W naszej relacji pominęliśmy 20 zbędnych „leveli" i zostaliśmy przyjaciółmi bez ceregieli, to chyba o czymś świadczy.

 

Mimo obecnej sytuacji, mimo pandemii, a także lockdownów, udało się doprowadzić wasz projekt do realizacji. Jakie niedogodności i utrudnienia stawały wam na drodze?

 

PETER: Było wiele niedogodności, a jednak z naszą upartością poradziliśmy sobie znakomicie. Jedną z wielu niedogodność było to, że z racji pandemii i chaosu nasza rodzina nie mogła wylecieć z nami.

 

FRANZ: Głównym problemem dla ludzi o naszych charakterach był brak możliwości kontaktowania się osobiście, spotkań, rozmów, imprez (śmiech), a to bardzo zakłóca cykl twórczy.

 

Wasz pierwszy singiel „Santa Cruz",  grany dość często na antenie Radia PRL, doczekał się premiery teledysku. Opowiedzcie proszę o tym klipie.

 

PETER: Kiedy już zdecydowaliśmy, że zaczniemy tworzyć utwory dla naszego nowego projektu, jakim jest „PIFPAF PETER& FRANZ",  a to działo się na Teneryfie, po powrocie do kraju Franz wysłał do mnie różne propozycje. Trzeba było przełożyć je na konkretny utwór, a w sumie było ich siedem. Po jakimś czasie powróciłem do tych utworów i stwierdziłem, że coś trzeba pozytywnego wyrzeźbić mimo tego, co wokół nas otacza. Dzięki naszej wielkiej chęci do działania w tym kierunku, w bardzo krótkim czasie powstał ten utwór i pozostałych sześć. Chcę szczególnie podziękować Radiu PRL, a w szczególności Joasi Figlak-Włoce i dyrektorowi Radia PRL -  Grzegorzowi Albrychtowi za pomoc  w realizacji naszego projektu, a także rozpowszechnianiu polskich artystów na terenie Wielkiej Brytanii. Tak jak mówię – współpraca zawsze przynosi szybkie rezultaty.

FRANZ: Mówiąc szczerze nie myśleliśmy o piosence SANTA CRUZ, jako o pierwszym utworze, który będzie promował nasz nowy projekt, ale tekst tak mnie ujął, że nie było o czym już rozmawiać.

To piosenka o naszym wypadzie na Teneryfę w dosyć trudnym dla mnie czasie, kiedy nie było mi do śmiechu i kiedy tydzień po powrocie z wyspy Peter wysłał mi demo piosenki, miałem jednocześnie uśmiech na twarzy i łzy w oczach. To jest taka nasza bardzo osobista piosenka. Z automatu Peter wytypował na zrobienie klipa Teneryfę, co było dosyć oczywiste, ale łatwo nie było, bo prace przypadły na początek trzeciej fali pandemii i mieliśmy duże problemy z organizacją całości. Summa summarum udało się i osobiście jestem bardzo zadowolony z rezultatów.

 

Skąd nazwa PIF PAF PETER & FRANZ?

 

PETER: Tutaj muszę oddać ten medal Franzowi, ponieważ on wpadł na ten pomysł i zapytał mnie, co o tym myślę.

 

FRANZ: Jestem wzrokowcem, często jak myślę o czymś to rysuję, zapisuję. Tym razem było podobnie, bazgrałem coś na kartce zastanawiając się jakby tu nazwać naszą organizację. Wszystko zaczęło się od naszych inicjałów Peter i Franz czyli „PIF", ale nie byłem zadowolony do końca z rezultatów i myślałem dalej, a że zespół funkcjonuje w Polsce i Wielkiej Brytanii to pomyślałem, że nazwa powinna też być w dwóch językach. I tak powstał „PAF", czyli "PETER AND FRANZ". Połączyłem te dwa elementy i otrzymałem PIF PAF. Pełna nazwa to PIF PAF PETER & FRANZ.

 

Bardzo bym chciała, aby nasi czytelnicy przeczytali historię o dronie, a także o kaktusach...

 

PETER: To oczywiście zabawna historia, jak wiele innych zaistniałych podczas realizacji tego projektu, ale dobrze...

Oprócz ekipy, która nagrywała nasz wideoklip, ja i Franz postanowiliśmy ze sobą zabrać własne gadżety do nagrania wideo. Ja oczywiście chciałem polatać dronem (już teraz świętej pamięci dronem). Z pełnym zaangażowaniem postarałem się, by wszystko poszło pomyślnie. Po pierwszym dniu latania, jak co wieczór spotkaliśmy się w hotelu, ja i Franz, żeby obejrzeć co kto nagrał (plus oczywiście whisky na stole). Franzowi bardzo się spodobało moje latanie dronem. Przekonywał mnie, by część filmów wykorzystać do wideoklipu.

Oczywiście następnego dnia, podniecony opinią poprzedniego wieczoru, pojechaliśmy nagrywać inne krajobrazy. Uszczęśliwiony rozpocząłem start bohatera, a równo 15 minut później, dron zniknął z zasięgu mojego wzroku i tyle go widzieliśmy. Zawiodłem siebie i mojego opiniodawcę. Próbowałem go szukać, ale po kilkuset metrach moim oczom ukazał się las gęstych kaktusów. Oczywiście z pomocną podszedł do mnie gwizdający przyjaciel Franz, zachwycający się krajobrazem. Opowiedziałem mu historię, bo on oczywiście tego wcześniej nie widział – co się stało, a w odpowiedzi usłyszałem „P*******sz!!! Nic się nie stało. Trzeba wynająć lokalnych górali, dać im na flaszkę , a oni znajdą wszystko”. A ja w brecht. Straciłem kartę pamięci, drona i ochotę patrzenia na ten „cudowny" krajobraz. Koniec. (śmiech)

 

FRANZ: Nie będę tego komentował. Są ludzie, którzy nie powinni latać. (śmiech)

 

Czy w obecnych czasach można mimo wszystko, waszym zdaniem, tworzyć takie przedsięwzięcia jak wasz projekt? Co musiałoby się wydarzyć, byście nie nakręcili tego teledysku?

 

PETER: Oczywiście, że da się wszystko zrobić, tylko trzeba mieć siłę i oczywiście pomocną dłoń.

Wiadomo, że wiele jest rzeczy, które są niezależne od nas i my nie mamy na to wpływu, ale ja ciągle wiem, że trzeba walczyć

 

FRANZ: Peter to świetny organizator, logistyk. Jest bardzo zdecydowany i podejmuje decyzje błyskawicznie nie ma tu miejsca na „poczekaj", „zastanówmy się", czy coś w tym rodzaju. Bez niego nie byłoby tego wszystkiego, co do tej pory zrobiliśmy. Jesteśmy trochę wariatami. Pamiętam do dziś, jak zadzwonił do mnie i powiedział „jedźmy na Teneryfę”. Zapytałem kiedy chce jechać, a Franz odpowiedział, że jutro, zapadła cisza w słuchawce, ale po chwili namysłu odpowiedziałem, że jutro nie mogę, ale może pojutrze będzie OK i tak się stało, jak ustaliliśmy. Piękne.

 

Kiedy album?

 

PETER: Jak już informowaliśmy słuchaczy Radia PRL, na początku jesieni.

FRANZ:  Nie mamy jakiegoś sztywnego planu, bardzo byśmy chcieli skończyć album tak jak już wcześniej wspominaliśmy, ale nie będziemy tego robić na siłę, bo zależy nam na naprawdę czymś fajnym, co będzie na odpowiednim, satysfakcjonującym nas poziomie. Na 100 proc.  na początku września zaprezentujemy kolejny singiel

 

Koncerty? Jest szansa na wspólne śpiewanie w Londynie?

 

PETER: Oczywiście staramy się i mamy to w planie. Jednak przed nami dużo pracy, by dotrzeć do słuchaczy. Jest to do osiągnięcia.

 

FRANZ: Podobno na początku swojej kariery The Beatles grali koncerty około 20-minutowe, myślę że już niebawem będziemy gotowi.

 

Chłopaki, czego mogę wam życzyć?

 

PETER: Przede wszystkim zdrowia wytrwałości i dotarcia do jak największej publiczności.

 

FRANZ: Spokoju, zdrowia, artystycznej weny, powrotu do normalności po covidowym szaleństwie.

 

To teraz czego wy życzycie nam?

 

PETER: Oczywiście także zdrowia i jak najlepszych osiągnięć w życiu kulturalnym, zawodowym. Byście zdobywali jak najwięcej nagród za tak wspaniałe rozpowszechnianie kultury poza granicami naszego kraju.

 

FRANZ: Dla całej redakcji i słuchaczy radia PRL oraz czytelników „Cooltury” – wiary, nadziei i miłości.

 

 

Peter Prentygast – mieszkający na stałe w Londynie, producent muzyczny, właściciel studia PM STUDIO, organizator koncertów, lider i wokalista zespołu WOT.

Franz Dreadhunter – na przestrzeni 30 lat współpracował z zespołami: Bajm , Tilt,Chłopcy z Placu Broni, Pudelsi, Homo Twist, PRL, Deuter, Dupa, Maćkiem Maleńczukiem, Beatą Kozidrak, Tomkiem Lipińskim i Bogdanem Łyszkiewiczem.

Ich pierwszy utwór i wideoklip „Santa Cruz powstał na Wyspach Kanaryjskich. Przyjemną, pozytywną, wpadającą w ucho piosenkę można usłyszeć na antenie Radia PRL. W sesji nagraniowej udział wzięli doskonali muzycy sesyjni. Robert Gliński – Git, Tomasz Holewa – Dr & KB, Paweł Król – Git.

 

 

Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Joanna Figlak-Włoka

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe