Rok Lema. Mistyfikacja

  • 22.12.2021, 11:49
  • Dobrosława Platt

Podziel się:

Oceń:

Rok Lema. Mistyfikacja Fot. Biblioteka Polska POSK w Londynie Półka z książkami Lema prawie pusta, bo Czytelnicy chętnie je wypożyczają.
Za chwilę skończy się Rok Lema, ogłoszony przez Sejm RP z okazji stulecia urodzin pisarza, zmarłego w 2006 r. Przeżył 85 lat, dając nam, czytelnikom, wiele interesujących wrażeń dzięki powieściom, opowiadaniom, felietonom, esejom, autobiografii, a także opublikowanym rozmowom z nim (Stanisław Bereś, Wojciech Orliński), korespondencji (Sławomir Mrożek, Ewa Lipska), filmom o nim i na podstawie jego dzieł.

Dlatego warto w tym zcovidowanym świecie, kiedy ograniczone są spotkania, wizyty, wyjazdy, powrócić do książek tego właśnie autora i zachęcić innych, żeby sięgnęli po jego utwory. 
Mimo że Stanisław Lem wystąpił jako patron 2021 r. w towarzystwie aż trzech innych pisarzy (Cypriana Norwida, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Różewicza), męża stanu, jakim był kardynał Stefan Wyszyński oraz Grupy Ładosia i tak ważnego wydarzenia, jakim była Konstytucja 3 Maja, to wydaje się, że uczczenie tego pisarza było nadzwyczajne i przyniosło trwały dorobek. Stworzono odrębną stronę internetową (www.roklema.pl), na której są opisane wszystkie wydarzenia: konkursy, warsztaty, spotkania, publikacje, filmy, przedstawienie teatralne, sesje naukowe, a nawet gra komputerowa.

Niezwykła jest ilość pomysłów, by uhonorować pisarza. Może jednak tylko twórca, który w swojej twórczości wykorzystywał dylematy różnych nauk do snucia refleksji filozoficznych i moralnych, interesująco opowiadając o nich przy użyciu różnych gatunków literackich, daje możliwość tak szerokiego spektrum działań i zaangażowania tak wielu ludzi.  W tym roku uczciły Lema różne środowiska (naukowe, kulturalne), instytucje i indywidualne osoby i pewnie z tego powodu nie brakowało form, aby wyrazić zainteresowanie lub zachwycać się jego twórczością i jej nieustannym, inspirującym oddziaływaniem. 

Pisarz, którego większość utworów była przetłumaczona na język angielski już w latach siedemdziesiątych, a późniejsze publikacje niemal na bieżąco wydawane w innych językach, jest zdaje się najpopularniejszym polskim pisarzem – na świecie pojawiło 41 milionów jego książek, przetłumaczonych na 52 języki. W 1980 r. był kandydatem do literackiej Nagrody Nobla, ale wówczas nagrodę tę zdobył Czesław Miłosz. Nigdy później Lema nie zgłoszono ponownie. Aż dziw przy takiej popularności! To chyba jeden z niewielu pisarzy, którego nazwisko użyto, aby nazwać planetoidę oraz pierwszego polskiego naukowego satelitę; imieniem i nazwiskiem stworzonego przez niego bohatera nazwano inną planetoidę (Ijontichy).

Mistyfikacja literacka

Lem lubił bawić się słowem. Wymyślał znakomite neologizmy, którymi określał zjawiska, maszyny lub bohaterów. Imiona bohaterów, którzy pojawiają się często w kilku utworach, jak Profesor Tarantoga, gwiezdny podróżnik Ijon Tichy, astronauta Pirx, konstruktorzy Trurl i Klapaucjusz, psycholog Kris Kelvin i wielu innych, dowodzą, jak bardzo autor chciał stworzyć postacie nieobciążone, niezdeterminowane jakimkolwiek językiem narodowym. 

Do tworzenia swoistego języka dołącza także mistyfikacja, a więc świadome wprowadzanie w błąd odbiorców przez fałszywe przedstawienie autorstwa lub stworzenie utworu, który nie istniał i przypisanie go wymyślonemu autorowi, żyjącemu w wymyślonej lub odległej epoce. 

Mistyfikacja doskonale nadaje się do satyrycznego, groteskowego przedstawiania świata, kpiny z tego, co istnieje, czasem z tego, co niezasłużenie wspina się na piedestały.

Lem stworzył kilka znakomitych mistyfikacji. „Doskonała próżnia” (1971) jest zbiorem recenzji książek, które nie istnieją; jej kontynuacją są „Prowokacja” (1984) i „Biblioteka XXI w.” (1986). „Wielkość urojona” (1973) jest natomiast zbiorem przedmów do nieistniejących książek, pośród których jest także pierwszy wykład fikcyjnego superkomputera Golem XIV. W rozmowie ze Stanisławem Beresiem Lem twierdził, że bardzo lubi pisać przedmowy, a więc stworzył książkę, składającą się jedynie ze wstępów do wymyślonych książek. 

Oczywiście, przyjmując ten rodzaj pisarstwa, Lem wpisuje się w rozległą historię mistyfikacji literackich, sięgającą starożytności, a szczególnie spopularyzowaną w okresie romantyzmu.
 Zanim jednak powstały mistyfikacje wymienione powyżej, Lem opublikował utwór, któremu chciałabym poświęcić specjalną uwagę, ponieważ mówi się o tym dziele rzadziej niż o „Cyberiadzie”, „Bajkach robotów”, „Kongresie futurologicznym”, „Wysokim Zamku” i wielu innych znakomitych jego utworach.

Pamiętnik znaleziony w wannie. Gra z cenzurą

Tekst, opublikowany w 1961, w tytule już nawiązuje oczywiście do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” (1805) Jana Potockiego. Jednak w trakcie czytania odkryjemy w nim inne literackie nawiązania m. in. do „Życia snem” (1627) Calderona de la Barki, „Procesu” Franza Kafki, „Małego Księcia” Saint-Exupéry’ego, do utworów Brunona Schultza, Witkacego, Gombrowicza. 
Podobnie jak te pierwowzory „Pamiętnik” składa się z wielu warstw, z wielu odniesień i możliwości interpretacyjnych. Jerzy Jarzębski stwierdził: „najbardziej to może zagadkowa spośród powieści Lema, może też najbardziej filozoficzna i niepokojąca” („Podróż do kresu znaczenia” w „Pamiętnik znaleziony w wannie”, Warszawa 2009, s. 195).

Czytelnik jest zaskakiwany już od pierwszych stron. Na karcie tytułowej bowiem autorem „Pamiętnika znalezionego w wannie” jest Stanisław Lem, ale autor wstępu – o którym nie wiemy, kim jest (bo nie jest podpisany), informuje nas, że to, co za chwilę będziemy czytać, jest tekstem niezwykłym, jednym z najcenniejszych zabytków „zamierzchłej przeszłości Ziemi”, jaki powstał w schyłkowym okresie „kultury prechaotyckiej, która poprzedziła Wielki Rozpad”, i nadaje mu tytuł Zapiski człowieka neogenu. A więc, co właściwie czytamy i jaki ten tekst ma tytuł? Kto jest jego autorem, a kto podał go do druku? Bo przecież nie jego odkrywca, Prognostor Wid-Wiss, ponieważ autor wstępu mówi o nim w trzeciej osobie. Czy jest to więc nawiązanie do dzieła Jana Potockiego, czy jedynie pozór takiego nawiązania? Dopiero w zakończeniu wstępu dowiadujemy się, że „Zapiski” nazywane bywają „Pamiętnikiem znalezionym w wannie” od miejsca, w którym je odkryto. A więc Lem jest autorem tekstu z neogenu? Czy oznacza to, że już na początku wstępujemy na pierwsze stopnie kamuflażu? 

W każdym razie to autor wstępu informuje nas, że do wielkiej katastrofy, zatracenia historii Ziemi, doszło z powodu epidemii papyrolizy, która rozpoczęła się w państwie Ammer-Ku w wielkich zbiornicach wiedzy tak zwanych bao-blyo-thekach. W tej epoce papyrokracji papyr określał nie tylko życie gospodarcze, ale także losy jednostek.

Na ścianie łaźni w wykopaliskach Fri-Sco odkryto wyryty tam napis: „niebo zaćmiło się nad miastami od chmur rozpadłego papyru, a potem przez czterdzieści dni i nocy padał brudny deszcz, a tak z wiatrem i potokami błota spłynęła z oblicza Ziemi historia ludzka”. (s. 7). Ziemia poniosła niepowetowane straty szczególnie w dziedzinie humanistyki. Ludzie potrafili rozwinąć technikę, przywrócić loty w kosmos, ale nic nie wiedzieli o własnej przeszłości. Dziedzictwem stała się historia pełna luk i białych plam – „papyroliza okazała się w swoich skutkach historiolizą”. W Zapiskach przemawia do nas jeden z ostatnich mieszkańców „zaginionego państwa Ammer-Ku”, w którym panował kult Kap-Eh-Thaalu, zamiennie nazywany Thoo-Llar. Rządy sprawowała tam dynastia Presynidów, inaczej Press-Den-Thydów. Jak się okazało podczas badań archeologicznych, odkryto ogromną kamienno-betonową budowlę o cechach labiryntu, zbudowaną w czasach XIX Dynastii, nazwaną Pentagonem; nieco później odkryto drugi Pentagon, a kroniki mówiły o istnieniu trzeciego, „który miał stanowić obiekt całkowicie samodzielny, niejako państwo w państwie, dzięki specjalnemu kamuflażowi i ogromnym zapasom żywności, wody i sprężonego powietrza.” Ostatni Pentagon, wybudowany w podziemiach, stanowił „wojenny mózg zbiorowy” Ostatniej Dynastii i nie był już zdolny do podjęcia żadnych działań, całkowicie odcięty od świata, „zamknął się nie tylko murami, ale układem stosunków wewnętrznych, żyjąc samym mitem, samą legendą o zamierzchłej potędze Kap-Eh-Thaalu, i badał, kontrolował, zwalczał herezję sam w sobie”. Grupa archeologów odkryła ten ostatni Pentagon w 3146 r. I tutaj znaleziono zwój papyru, na którym były „Zapiski” przedstawiające „los zamkniętej w podziemiu zbiorowości, która nie dopuszczając do siebie wiedzy o rzeczywistych wypadkach, udawała, iż stanowi mózg i sztab mocarstwa rozciągającego się po najdalsze galaktyki – aż udanie to stało się wiarą, a wiara – pewnością. Czytelnik będzie świadkiem, jak fanatyczni słudzy Kap-Eh-Thaalu stworzyli mit tak zwanego Antygmachu, jak trawili życie na wzajemnym podpatrywaniu, na badaniach prawowierności i oddania legendarnej „Misji”, nawet wówczas, kiedy ostatni cień realności owej „Misji” zdążył się już ulotnić z ich umysłów, tak że pozostało im jedynie coraz głębsze pogrążanie się w otchłani zbiorowego opętania”.

Lem publikuje tę książkę, przypomnijmy, w 1961 r., kiedy echa odwilży październikowej już minęły, a cenzura i ograniczenia papieru na druk książek i czasopism dają się pisarzom we znaki. Niedługo (1964 r.) pojawi się List 34 – pierwszy zbiorowy protest pisarzy i intelektualistów – który przeciwko temu zaprotestuje.

Autor „Pamiętnika” pisze wstęp do niego dla cenzora. Założenia tego tekstu są tu bardzo łatwe do zidentyfikowania. Będzie przecież mowa o Ameryce, w której jest kult kapitału lub zamiennie – dolara, a rządzi tam dynastia prezydentów. Pojawia się także San Francisco, żeby specjalnie nie utrudniać skojarzeń z Ameryką. Dla Pentagonu Lem nawet nie wymyślą już żadnego kamuflażu językowego, żeby wszystko było całkowicie jasne. Cenzor nie miał więc problemu, aby dopuścić tekst do druku.

Kiedy zaczniemy czytać pierwsze strony Pamiętnika, przekonamy się, że nie o Amerykę i nie o Pentagon tu chodzi.

Poszukiwanie instrukcji

Poznajemy bohatera, któremu zlecono tajną, nadzwyczajną misję. Aby jednak ją zrealizować, musi otrzymać instrukcję, musi przejść także odpowiednie szkolenie. Porusza się więc po ogromnym Gmachu, przemieszcza z piętra na piętro, poznając różnych ludzi, którzy jednak udzielają mu fałszywych odpowiedzi. Wreszcie trafia na komenderała, określającego, jakie będzie jego zadanie: „Wasza misja: zbadać na miejscu, sprawdzić, przeszukać, ewentualnie sprowokować, donieść. Kropka. W dniu N o godzinie entej, w entym sektorze, entego rejonu zostaniecie wyentowani z pokładu jednostki N. Kropka. Grupa uposażeniowa kryptonim Berbeć, diety planetarne z culagą tlenową, rozrachunek sporadyczny, w zależności od wagi doniesień. Meldować bieżąco. Łączność en-Iu-meniczna, maskownik formatu Lyra-PIP, jeśli polegnie w akcji – pośmiertne odznaczenie Orderu Tajnego Stopnia, pełne honory, salut, płyta ku czci, z wciągnięciem pochwalnym do akt…Będzie?! – cisnął ostatnie słowo”. 

Misja jednak jest tak tajna, że nadal autor Pamiętnika nie wie, co należałoby do jego zadań. Przemieszcza się więc z miejsca na miejsce z nadzieją, że ktoś wreszcie objasni mu, na czym jego tajne zadanie polega. 

Sprawa nie jest taka prosta, ponieważ wszyscy napotkani informują go, że każdy tutaj może być szpiegiem i nie jest pewne, że otrzyma prawdziwe informacje – za wszystkim bowiem może kryć się prowokacja.

Kiedy trafia do Wydziału Szyfrów, po długiej rozmowie, dowiaduje się, że nie ma zdań, które przekazują zwykłą informację. Wszystko może być szyfrem.
Jego przewodnik Prandl mówi: 
„…Wszystko, wszystko jest szyfrem – albo kamuflażem. Pan też.
- Czy to żart?
- Nie. To prawda.
- Ja jestem szyfrem?
- Tak. Albo kamuflażem. Mówiąc ściślej, relacja jest taka: każdy szyfr jest maską, kamuflażem, ale nie każda maska jest szyfrem”. 
    Dramaty Szekspira to też zbiór zaszyfrowanych depesz. Autor „Pamiętnika” podaje więc cytat z „Romea i Julii”, który Prandl wpisuje do deszyfrującej maszyny, a ona wyrzuca z siebie bełkot. Zdziwiony uczeń szyfrowania, pyta:
„… jeżeli włoży pan do swojej maszyny najszczytniejsze pomniki literatury, płody geniuszu ludzkiego, nieśmiertelne poematy, sagi – wyjdzie z tego bełkot?
– Bo też to jest bełkot, panie – odparł chłodno kapitan. – Dywersyjny bełkot. Sztuka, literatura, czy pan wie, do czego ona służy? Do odwracania uwagi! (…) Rozłamany szyfr jest dalej szyfrem. Pod okiem fachowca złuszczy z siebie osłonę po osłonie. Jest niewyczerpany. Nie ma kresu ani dna. Można się zagłębiać w jego warstwach coraz trudniej dostępnych, coraz głębszych, ale to wędrówka nieskończona”.

Po kolejnych spotkaniach adept misji nie jest w stanie już znieść informacji ani o zaszyfrowanych znaczeniach słów, ani o wielokrotnie odwróconych szpiegach. Do tej pory nie poddający się szpiegomanii, wreszcie sam ulega, trafia do szpitala psychiatrycznego.

Jedna z najmocniejszych scen tej książki pojawia się wówczas, kiedy autor „Pamiętnika” trafia na grupę osób, które okazują się profesorami różnych dziedzin: prof. Deluge jest kierownikiem katedry „obojga infiltracji (agenturystyka i prowokatoryka)” i jako kamuflażysta nie ma sobie równych – podstawił połowę gwiazd w Galaktyce. Prof. Sempriaq natomiast jest wykładowcą gmachoznawstwa – prowadzi konwersatorium desemantyzacji, a więc odbiera znaczenia słowom. Prof. Barran prowadzi sprawę „zasuspendowania Pana… Nie przeciw panu, ale przeciw Panu, temu, co w sześć dni, a w siódmym odsapnął”.

Wszyscy upijają się, a pijaństwo staje się odtrutką na atmosferę podejrzliwości, ale tu też padają najbardziej istotne słowa. Całe wydarzenie jest bowiem prowokacją, podczas której nasz bohater jest ponownie badany pod kątem „zeszmacenia”: „Człowiek nawet udając tylko szmatę, zawsze się poniekąd trochę zeszmaci”. Ale ma szansę, bo może się potem „odszmaci”: „spodlenie i odpodlenie … to wieczny rytm dziejów, huśtawka nad otchłanią”. 

Tutaj każdego można „zagenturyzować”, wszystko jest „popodstawiane”, językowi odebrano znaczenia. Świat oszalał, bo „wszystko jest pozorem, nawet zdrada, nawet zbrodnia…”.
W rozmowie z księdzem Orfinim bohater stara się to wszystko zrozumieć, ale nie znajduje odpowiedzi. Czy Gmach to Natura? „Nie, nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym, że są doskonałe.”

„Zdrada jest konieczna, ale Gmach jest po to, aby była niemożliwa, więc trzeba uniemożliwić konieczność. Jak? Niwecząc prawdę. Zdrada staje się próżna, kiedy prawda obraca się w jedną z masek kłamstwa. Dlatego nie ma tu miejsca na żadną rzecz własną, na konsekwentną rozpacz ani wytrzymaną, dobrą zbrodnię, która by obciążyła cię tęgo i raz na zawsze ściągnęła na dno”. (s.175). 

Gmach - labirynt

Czy „Pamiętnik” jest powieścią polityczną. Na pewno można go tak zakwalifikować. Wszystkim, którzy żyli w PRL, zarówno Gmach, jak i wędrówka po sekretariatach, gdzie panie „malowały się i mieszały herbatę”, mogły kojarzyć się tylko z państwem komunistycznym. Takich bezpośrednich nawiązań do komunistycznego, zbiurokratyzowanego świata jest dużo, łącznie ze sceną pijaństwa, w której alkohol staje się z jednej strony remedium na zwariowany świat, z drugiej – środkiem wyzwalającym podświadome lęki, frustracje. 

Jest także satyrą na tamten świat, groteską, wprowadzającą wiele elementów komicznych, śmiesznych, ale przecież dramatycznych w swoich konsekwencjach. Bohater przez chwilę ma szansę na uwolnienie się z labiryntu, ponieważ drzwi są uchylone; stoi przy nich co prawda strażnik, jednak jest szansa na uwolnienie, na wyjście na wolność. Autor Pamiętnika nie podejmuje ryzyka, wraca do labiryntu.

Nie jest to książka tylko polityczna, odnosząca się do znanego nam systemu. Zapewne można ją uznać za książkę psychologiczną – zaglądamy tutaj także w głąb siebie. Chcemy mieć poczucie misji, czy też to inni zmuszają nas, żebyśmy takie poczucie w sobie wytworzyli. Czy czasem nie poszukujemy instrukcji do życia; nie chcielibyśmy, żeby ktoś nam powiedział, jak żyć, żeby to życie było jakoś ukierunkowane, prowadziło do ważnego celu?

Zadziwiające, że jest to świat całkowicie męski – poza kilkoma sekretarkami – nie ma tu kobiet; żadna kobieta nie jest przewodniczką autora. Nie ma tu także dzieci. W Gmachu jest tylko praca, bez ograniczeń, bez możliwości odejścia nawet na emeryturę; praca do śmierci?

Powieść ta zawiera wiele możliwości interpretacyjnych. Zachęcam, aby poznając twórczość Lema, nie pominąć tej pozycji. 

[Stanisław Lem „Pamiętnik znaleziony w wannie”, w „Dzieła” T. XIII. Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2009. Wszystkie cytaty z tego wydania].
 

Dobrosława Platt

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe